Albo tu pachnie niebem, albo nie wiem czym.

Najpierw oczarowała mnie okładka. Później uwiodły mnie zmysłowe aromaty cynamonu, kardamonu, wody różanej i jaśminowej herbaty. Nie potrafiłam się im oprzeć. Bo „Zupa z granatów” Marshy Mehran to książka mocno działająca na zmysły.

Czytając ją miałam ochotę powtarzać za jednym z bohaterów „Jezu, Maryjo, Józefie święty. Albo tu pachnie niebem, albo nie wiem czym”.  Ale zacznijmy od początku.

okładka ksiażki "zupa z granatów" marshy mehran„Zupa z granatów” to historia trzech sióstr, które uciekły z Iranu przed rewolucją i przed brutalnym mężem jednej z nich. Siostry przybywają do małego irlandzkiego miasteczka Ballinacroagh,
w którym otwierają wymarzoną irańską kawiarnię – Café Babilon. Ścigane przez bolesną przeszłość chcą znaleźć w Ballinacroagh bezpieczną przystań, zjednać sobie przyjaciół i zapomnieć
o towarzyszących im w ostatnich latach strachu i smutku.
Małomiasteczkowa społeczność jest jednak wrogo nastawiona wobec wszystkiego, co nowe, nieznane i obce. Kuszące aromaty perskich przypraw, unoszące się za sprawą kawiarni nad miasteczkiem jak i egzotyczna uroda przysparzają siostrom więcej przeciwników niż zwolenników. Przez długi czas mieszkańcy ostentacyjnie omijają Café Babilon. Dla wielu z nich kolor skóry sióstr Aminpur jest ważniejszy niż ich dobroć i życzliwość.
Czy siostry pozostaną w miasteczku? Czy znajdą sposób, aby pokonać niechęć mieszkańców Ballinacroagh? Czy Café Babilon odniesie sukces? Tego już nie zdradzę, bo odebrałabym wam przyjemność przeczytania tej książki.

A czyta się ją naprawdę z przyjemnością. Książka pełna jest irańskich smaków i zapachów. Unoszące się w Café Babilon aromaty egzotycznych przypraw intrygują i wprawiają w oszołomienie. Niezwykłe opisy przyrządzanych przez siostry irańskich przysmaków przeniosły mnie do Cafe Babilon. Sprawiły, że poczułam się tak, jakbym była tam razem z Mardżan, Bahar i Lejlą, uczestniczyła w ich życiu, obserwowała ich pracę, zmagania z codziennością i bolesną przeszłością.
Dodam jeszcze, że każdy rozdział książki rozpoczyna – niczym motto – przepis na danie kuchni irańskiej. Nie mogę się już doczekać, kiedy przygotuję niektóre z nich. Tym bardziej, że perskie potrawy mają podobno moc budzenia uśpionych marzeń :-)

Jednak wbrew tytułowi i temu, co przed chwilą napisałam, nie jest to książka tylko o kuchni,
o pasji gotowania i tworzenia smaków. To nie kuchnia jest głównym tematem książki. Chociaż fantastyczne opisy przygotowywanych potraw, prowadzenie przez siostry kawiarni oraz obecność przepisów w książce zdają się to sugerować.

Jest w tej książce drugie dno, a może nawet trzecie i czwarte. O wiele ważniejsze niż miłość, gotowanie i miłość do gotowania. To książka o konfrontacji dwóch zupełnie odmiennych kultur – irańskiej i irlandzkiej. O ksenofobii, niechęci i podejrzliwości wobec przedstawicieli innych kultur. O tkwiących w nas uprzedzeniach, które potrafią głęboko ranić innych. O realiach małomiasteczkowego życia, w którym każdy wie o każdym wszystko a najpotężniejszą bronią jest dobrze skonstruowana plotka.

„Zupa z granatów” to również opowieść o ogarniętym rewolucją Iranie z lat 80-tych, o trudnej sytuacji kobiet. W książce wielokrotnie pojawiają się dramatyczne wspomnienia sióstr z tego okresu: niebezpieczeństwo, strach i ból. To przed tym wciąż uciekają.

I wreszcie jest to również opowieść o uciecze od bolesnej przeszłości, o chęci i potrzebie rozpoczęcia nowego życia, nadziei na lepsze jutro, wierze, przyjaźni i niezwykłej siostrzanej miłości.

Przeczytałam tą książkę w jedno popołudnie, nie mogłam się od niej oderwać. Zwykle czytam bardzo szybko. Jednak tak książka tak mnie oczarowała, że specjalnie pilnowałam się, aby czytać ją powoli, smakować każde słowo, czuć te wszystkie zmysłowe aromaty kardamonu, cynamonu i wody różanej. A gdy skończyłam czytać, to nie mogłam doczekać się następnego dnia, aby pobiec do księgarni po drugą część książki. O niej wkrótce.



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *