Pierwsza dzienna sześćdziesiątka

Wyznaczyłam sobie cel, podjęłam wyzwanie i wtedy dopiero się zaczęło… Przyszedł czas na konkretne działania. Na zrobienie kilku „małych” kroków, które miały mnie do tego celu przybliżyć. Między innymi na zmierzenie się z samą sobą – próbę przejechania 50 km w ciągu 1 dnia. Założyłam, że 50 km to absolutne minimum podczas podróży wzdłuż Dunaju.

W życiu trzeba sobie stawiać wyzwania. Wyprawa rowerowa.

Mam taką dziwną naturę, że lubię wyznaczać sobie cele i stawiać wyzwania. Zamiast siedzieć wygodnie na kanapie, gapić się w telewizor i spędzać, wróć, tracić czas na nicnierobieniu wolę się zmęczyć i popracować, ale mieć poczucie, że się rozwijam, że nie utknęłam w miejscu. Na tej kanapie przed telewizorem. Ale tym razem przeholowałam. Zdecydowanie.

Śniadanie na trawie. Marzenie prawie spełnione.

Słoneczny, letni poranek w uroczym miasteczku gdzieś na południu Włoch. Na lokalnym targu kupujemy pachnący chleb, dojrzałe w słońcu pomidory, oliwki i dobry ser. Z wypełnionym smakołykami koszem idziemy do parku. Siadamy na trawie i jemy pyszne, leniwe śniadanie. Rozmawiamy, śmiejemy się, cieszymy się chwilą. Bo nie tylko o jedzenie tu chodzi,

Stara miłość nie rdzewieje

Mówi się, że stara miłość nie rdzewieje. Zastanawiam się, czy jest w tym ziarno prawdy. Czy młodzieńcza miłość rzeczywiście pozostawia w sercu tak wyraźny ślad, że po latach można go jeszcze odnaleźć? A jeśli tak, to co takiego było w tej miłości, że mamy do niej sentyment i w zakamarkach serca przechowujemy wspomnienie o ukochanym?

Czerwiec FOTOkronika. Niech się wreszcie coś wydarzy!

Odkąd trzy tygodnie temu przeczytałam nową książkę Tomka Michniewicza natrętnie powraca do mnie jego prowokujące pytanie: „Co ciekawego wydarzyło się u ciebie przez ostatni miesiąc?”. Pytanie niewygodne. Uwierające. Zmuszające do wzięcia pod lupę własnego życia, zastanowienia się, czy aby na pewno podążam swoją drogą, czy czuję, że żyję.

Co jest fajnego w byciu swoim własnym szefem?

Upalne czerwcowe popołudnie, żar leje się z nieba. Słupek rtęci dawno przekroczył 30 stopni C. Siedzę sobie w przyjemnie chłodnym wnętrzu kawiarni przy krakowskim Rynku. W tle unoszą się kojące dźwięki chilloutu. Cichutko szumi ekspres, obłędnie pachnie kawa. Tak tu przyjemnie. Właściwie to powinnam być w pracy… Właściwie to … JESTEM w pracy.

Śniadanie dla duszy

Wczesny poranek, kilka minut po piątej. Do sypialni wpadają promienie wschodzącego słońca i łaskoczą mnie po twarzy. Budzi się nowy, dobry dzień. Pora wstać myślę i siadam na łóżku, przeciągając się leniwie. Nie mogę przecież zmarnować najlepszego momentu dnia.