Dzika droga. Dzika podróż w głąb siebie.

Imponują nam ludzie, którzy uprawiają ekstremalne sporty lub dokonują nieprawdopodobnych wyczynów: wypływają w samotne rejsy dookoła świata, zjeżdżają na nartach z ośmiu tysięcy metrów, zdobywają Koronę Ziemi czy chociażby biegają w ultra maratonach. Podziwiamy ich. Tymczasem…

Tymczasem, jak mówi Cheryl, bohaterka filmu „Dzika droga”, który trzy dni temu wszedł na ekrany film, pozwolić toczyć się życiu – to najdziksza droga.

Czasem najdziksza podróż, jaką odbywamy w życiu, to podróż w głąb siebie.
Podczas tej podróży trzeba dotrzeć w każdy, najbardziej mroczny zakątek duszy, odkryć wszystkie wstydliwe miejsca, walczyć z bólem, ominąć zdradliwe ścieżki i podstępne trzęsawiska, rozprawić się z własnymi demonami, nie dać się omamić ich słodkim podszeptom: w każdej chwili możesz zrezygnować, zawsze możesz się poddać…
Nie można się poddać. Trzeba zacisnąć zęby i iść dalej. Iść wytrwale. Iść i walczyć tak długo, aż wygra się walkę o samego siebie i z pustyni rozpaczy wyjdzie się na prostą drogę.

Gdy Cię opuszcza Odwaga, bądź ponad to.
/cytat z filmu „Dzika droga”/

Wróćmy do Cheryl.
Czego poszukuje kobieta, która wyrusza w samotną i niebezpieczną wędrówkę Pacific Crest Trail, szlakiem liczącym ponad 4000 km, prowadzącym przez całe Stany Zjednoczone? Czego chce doświadczyć? O czym chce się przekonać? A może chce coś udowodnić? Tylko KOMU?

W piątek na ekrany polskich kin wszedł film „Dzika droga” w reżyserii Jean-Marca Vallée’a, z fantastyczną Reese Witherspoon w roli głównej bohaterki Cheryl i Laurą Dern w roli jej matki. Obie aktorki – Witherspoon i Dern – wspaniale się w tym filmie uzupełniają. Po obejrzeniu tego filmu zmieniłam zdanie o Witherspoon, która dotąd postrzegałam głównie przez pryzmat legalnej blondynki.

Film Vallée’a jest adaptacją autobiograficznej książki „Dzika droga” Cheryl Strayed, która w 1995 roku, gdy nagle zmarła jej matka i rozpadło się jej małżeństwo, postanowiła wyruszyć w samotną podróż szlakiem Pacific Crest Trail, wiodącym przez trzy amerykańskie stany z południa na północ: Kalifornię, Oregon i Waszyngton. Jej samotna wędrówka PCT trwała 3 miesiące.

To była podróż jej życia. Nie tyle podróż przez całe Stany Zjednoczone, co podróż w głąb siebie. Rozbita psychicznie Cheryl – po tym, jak jej życie legło w gruzach – chciała w ten sposób pokonać własne demony i odnaleźć samą siebie. Wyruszyła w nią jako zagubiona, młoda dziewczyna, pełna strachu i nadziei. Wróciła z niej jako pewna siebie, dojrzała kobieta.

I o tym właśnie jest ten film – o krętych ścieżkach życia, o przemierzaniu pustyni rozpaczy, o podróży w głąb siebie. O poszukiwaniu sensu życia i odnajdywaniu w sobie … odwagi do życia. I dlatego warto go zobaczyć.

 

Kto przeczytał styczniową Szczęśliwą Trzynastkę, ten wie, że ostatnie tygodnie nie były dla mnie łatwe. Poszukiwałam sensu tego, co robię i zastanawiałam się nad tym, w którym kierunku powinny potoczyć się niektóre sprawy w moim życiu. I myślę, że to właśnie dlatego oglądałam „Dziką drogę” przez szczególny filtr.

Kilka lat temu przeczytałam książkę Cheryl Strayed, wiedziałam więc, o czym będzie film i czego się po nim mniej więcej spodziewać. Znałam historię Cheryl, dlatego oglądając film skoncentrowałam się bardziej na jej matce. Z całego filmu najbardziej zapadły mi w pamięć właśnie jej słowa, wypowiedziane wkrótce po tym, gdy dowiedziała się, że jest śmiertelnie chora:

Nigdy nie byłam sobą, byłam żoną albo matką. Nigdy nie kierowałam własnym życiem.

Powiedziała to kobieta, która nad życie kochała swoje dzieci i była dla nich cudowną matką. Która związała się z alkoholikiem, ale nie żałowała tego, bo dzięki temu miała dwoje dzieci. Jednak w obliczu śmierci uświadomiła sobie, że tak naprawdę nigdy w życiu nie robiła tego, czego pragnęła. Nigdy nie kierowała własnym życiem, nigdy nie była naprawdę sobą. Zawsze odgrywała jakieś role i robiła – najlepiej jak umiała – to, czego oczekiwali od niej inni.

Warto się nad tym przez chwilę zastanowić.
Czy żyję własnym życiem, czy życiem, które ktoś dla mnie wymyślił?
Czy spełniam swoje własne marzenia, czy marzenia innych osób?
Czy jestem sobą, czy tylko odgrywam role, które narzuca mi otoczenie, rodzina, przyjaciele, bo nie mam odwagi tupnąć nogą i powiedzieć dosyć tego, to moje życie!

Pod koniec wędrówki Cheryl stwierdza: Będę musiała zacząć żyć. Ale nie jestem gotowa.
A Ty, czy jesteś gotowy na to, by wreszcie zacząć żyć?

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *