Jestem uzależniona. Czuję się fantastycznie.

Od kilku dni byłam na głodzie. Nosiło mnie. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, nie byłam w stanie skoncentrować się na pracy, a jak na złość ilość spraw do załatwienia „na wczoraj” nie pozwalała mi oderwać się od biurka. Aż dzisiaj nie wytrzymałam i połknęłam na śniadanie 30 kilometrów. Czuję się fantastycznie. Jestem uzależniona. Od codziennej dawki endorfin:-) A wy pomyśleliście, że od czego??

Obudziły mnie promienie słońca wpadające do sypialni i unoszący się w całym domu zapach świeżo zaparzonej kawy. Wyjrzałam przez okno, a tam słońce i bezczelnie niebieskie niebo, bez najmniejszej nawet chmurki. Zapowiadał się piękny dzień, szkoda byłoby go spędzić w domu.

Nie lubię tkwić w bezruchu. Nie dla mnie spędzanie wolnego czasu na kanapie, wpatrywanie się godzinami w telewizor, oglądanie kiepskich seriali i nic nie wnoszących do mojego życia teleturniejów. Nie dla mnie oglądanie świata przez szybkę. Ja chcę ten świat odkrywać, poznawać, doświadczać go wszystkimi zmysłami.

Mam zakodowaną w genach potrzebę ruchu, przemieszczania się, dużej przestrzeni wokół siebie. Najlepiej czuję się wtedy, gdy szybko chodzę, powoli spaceruję, jeżdżę na nartach, wędruje po górach, jadę na rowerze. Gdy nie ograniczają mnie cztery ściany, gdy mam wokół siebie góry, pola, łąki i lasy.

Właśnie – rower! To z pewnością jeden z ostatnich ciepłych dni tej jesieni, idealny na rowerową przejażdżkę – pomyślałam, zamykając okno.
Wypiłam poranne espresso, wskoczyłam na rower i ruszyłam przed siebie. Gdy inni jeszcze spali, ja jechałam drogą pośród łąk i pól, mając za towarzystwo własne myśli i przyglądające mi się z zaciekawieniem krowy.

Krowy, które przyglądały mi się dzisiaj rano, gdy jechałam na rowerze.

Z każdym przejechanym kilometrem czułam, jak w mojej krwi krąży coraz więcej endorfin, aż w końcu ogarnęła mnie euforia. Gdy wróciłam do domu, 2 godziny i 30 kilometrów później, czułam się absolutnie szczęśliwa. Zmęczona, ale szczęśliwa i pełna energii do działania. Ot, taki paradoks. Prawdopodobnie jestem uzależniona – nie potrafię funkcjonować bez codziennej dawki endorfin:-) A największej porcji endorfin dostarczał mi w ostatnich miesiącach rower, z którym w tym roku zaprzyjaźniłam się na nowo.

13 powodów, dla których lubię jeździć na rowerze

1. Bo jest piękny. Turkusowy. Jak każda kobieta doceniam to, piękne :-)

Takie „drobiazgi” jak dobry napęd, porządne oświetlenie z funkcją „stop”, wygodne i amortyzowane siodełko, kierownica typu multiposition i przystosowany do mocowania sakw bagażnik nie mają żadnego znaczenia, liczy się tylko wygląd.

Żartuję. Wszystko to miało duże znaczenie przy wyborze roweru – nie potrzebowałam roweru, żeby jeździć nim po gazety do kiosku i lansować się na mieście. Szukałam takiego, który będzie pasował do mojego aktywnego stylu życia, który niejedno wytrzyma i na którym pojadę dalej, niż do modnej kawiarni na plotki z koleżanką.
Znalazłam. A że przy okazji jest ładny? Nie mogłam kupić brzydkiego, patrz punkt 1.

2. Jazda na rowerze jest jak zastrzyk przyjemności, każda rowerowa wycieczka to dla mnie ogromna frajda.

3. Jazda na rowerze to fantastyczna forma aktywności – poprawia kondycję, a jednocześnie relaksuje, wycisza i odpręża.

4. Męcząc się odpoczywam.
Jazda na rowerze wspaniale pobudza i likwiduje uczucie znużenia. Po każdej rowerowej przejażdżce czuję, że „mam moc”, jestem pełna energii i zapału do pracy.

5. Jazda na rowerze daje możliwość bliskiego kontaktu z naturą i poznania okolicy. Zawsze mogę skręcić w jakąś boczną uliczkę lub pojechać w nieznane.

6. Wybierając rower oszczędzam. Czas i pieniądze.
Jeżdżąc na rowerze oszczędzam czas, który potrafię spożytkować na dużo ciekawsze zajęcia niż stanie w korku, czekanie na tramwaj czy szukanie miejsca parkingowego. Oszczędzam pieniądze, które potem z przyjemnością wydaję :-) na podróże, spełnianie marzeń, książki (dużo książek), dobre jedzenie i bilety do kina. Co prawda zainwestowałam w rower i sprzęt rowerowy kilka tysięcy, ale była to bardzo dobra i przemyślana inwestycja. Najlepsza w tym roku. Dzięki innemu lepiej się czuję, mam więcej energii, jestem zdrowsza, spędziłam fantastyczny urlop na dwóch kółkach, a teraz oszczędzam na benzynie, biletach autobusowych, ubezpieczeniu, myjniach, opłatach parkingowych, karnetach do klubu fitness i lekarstwach.

7. Jazda na rowerze w upalny dzień jest dużo bardziej przyjemna niż podróż nagrzanym, zatłoczonym tramwajem lub autobusem, w którym jak zwykle nie działa klimatyzacja, a większość pasażerów w ostentacyjny sposób manifestuje swoją niechęć do mydła i dezodorantu.

8. Gdy jadę rowerem jestem szczęśliwa.
Nawet jeśli wiatr wieje mi w twarz – jak podczas ostatniego dnia podróży Donauradweg – wkrótce po rozpoczęciu jazdy pojawiają się endorfiny, które dają mi poczucie szczęścia i satysfakcji.

9. Wybierając rower robię coś dla środowiska i dla siebie.
Doceniam piękno świata, w którym żyjemy i czerpię ogromną radość z tego, że mogę go poznawać, odkrywać, doświadczać wszystkimi zmysłami.
Podziwiam zabytku kultury, przejaw ludzkiego geniuszu, ale to piękno przyrody potrafi wycisnąć łzy wzruszenia z moich oczu.
Nieustannie zachwycam się światem. Każdego dnia na nowo. I chciałabym, aby moje dzieci, wnuki i wiele następnych pokoleń również mogło to robić. Wiem, że wybierając rower zamiast samochodu, w jakimś stopniu przyczyniam się do tego. Rower to jeden z nielicznych środków transportu, które nie wydzielają spalin. Nie robi też hałasu, który szczególnie w większych miastach jest bardzo uciążliwy. Przesiadając się w mieście z samochodu na rower nie stoję w korkach i nie wdycham spalin.

10. Rower daje mi poczucie wolności i niezależności, które są dla mnie bardzo ważne.
Nie jestem uzależniona od rozkładu jazdy komunikacji miejskiej. Sama wybieram drogę, którą jadę. Mogę zatrzymać się w każdym miejscu, które mi się spodoba. Mogę jeździć wszędzie – w mieście i na wsi, po drogach, ulicach, ścieżkach rowerowych i polnych dróżkach, w lesie, w parku i w górach. Wszędzie, no może z wyjątkiem autostrad:-)

11. Jeżdżąc na rowerze dbam o siebie. Bo jeśli ja sama o siebie nie zadbam, to kto?
Wzmacniam serce i kręgosłup, kształtuję mięśnie nóg, spalam kalorie. Dzięki jednostajnemu wysiłkowi moje serce pracuje lepiej, krew krąży szybciej a organizm jest lepiej dotleniony. Zwiększa się wytrzymałość i siła moich mięśni. Przyzwyczajony do skupiania się na monitorze laptopa wzrok ma okazję przestawić się na patrzenie w dal. Słowem – same korzyści.

12. Jazda na rowerze poprawia mi nastrój.
Zauważyłam, że zawsze, gdy jadę na rowerze moje samopoczucie szybuje w górę. Wracam do domu zrelaksowana i pełna energii do działania. Szybsze krążenie krwi podczas wysiłku fizycznego sprawia, że organizm jest lepiej dotleniony i sprawniej funkcjonuje.Wiecie, czego się obawiałam przed swoim pierwszym w życiu rowerowym urlopem? Że to będzie strasznie męczące. Traktowałam ten wyjazd raczej jako wyzwanie, któremu chciałam sprostać niż jako urlop. Nie nastawiałam się na to, że odpocznę podczas tego wyjazdu. Tymczasem … nie pamiętam, kiedy ostatnio wróciłam z urlopu tak wypoczęta i naładowana energią! A wielogodzinna jazda rowerem wzdłuż Dunaju lub przez malownicze winnice i pola słoneczników niczym z obrazów van Gogha okazała się niesamowicie przyjemna i wręcz relaksująca. To było niesamowicie pozytywne doświadczenie.

13. Jazda na rowerze to sposób na ciekawe spędzanie czasu.
Siedzenie przed telewizorem, oglądanie programów urągających inteligencji widza, przesiadywanie w knajpie przy piwie, surfowanie godzinami po Internecie, czytanie najnowszych plotek, oglądanie zdjęć znajomych na portalach społecznościowych – szkoda czasu na takie rzeczy. Świat wokół ma wiele do zaoferowania, trzeba się tylko ruszyć z kanapy:-)

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *