Lipiec FOTOkronika. Wczorajsze marzenia to dzisiejsza rzeczywistość.

Pamiętacie czerwcową FOTOkronikę? Napisałam w niej zniecierpliwiona „Niech się wreszcie coś wydarzy!”. Spokoju nie dawało mi wtedy pytanie „co ciekawego wydarzyło się u ciebie przez ostatni miesiąc?”. Otóż…przez ostatni miesiąc wydarzyło się u mnie wiele ciekawych rzeczy. Bo przez ostatni miesiąc spełniałam swoje marzenia.

Spędziłam weekend w Wiedniu

Wiedeń jest dla mnie niezwykle interesującym i inspirującym miastem. Bywałam tam służbowo, ale nigdy nie miałam czasu, by go dobrze poznać. Dlatego znalazł się na mojej podróżniczej liście marzeń. Od dawna chciałam pojechać do Wiednia, spędzić tam kilka dni i odkryć to miasto dla siebie – nie z przewodnikiem, ale według własnego widzimisię.
Wrażeniami z weekendowego pobytu w Wiedniu dzieliłam się tutaj. Jeszcze tam wrócę.

Weekend w Wiedniu - Belweder

Weekend w Wiedniu – Belweder

Wiedeń - park i Glorietta obok Pałacu Schönbrunn

Wiedeń – park i Glorietta obok Pałacu Schönbrunn

Wreszcie jechałam diabelskim kołem na Praterze!

Przejechać się Riesenrad na wiedeńskim Praterze to moje marzenie jeszcze z lat szkolnych. Długo czekało na realizację, ale w końcu się udało.

Weekend w Wiedniu - Riesenrad na Praterze

Weekend w Wiedniu – Riesenrad na Praterze

Wiedeń, Prater - diabelskie koło Riesenrad

Wiedeń, Prater – diabelskie koło Riesenrad

Zwiedziłam opactwo benedyktynów w Melk

Każdej zimy, gdy jechałam do Austrii na narty, podziwiałam imponującą bryłę opactwa z autostrady A1. I za każdym razem mówiłam sobie „kiedyś tam pojadę”. Kiedy więc okazało się, że Donauradweg prowadzi przez Melk, byłam w siódmym niebie:-)

Austria - opactwo benedyktynów w Melk

Austria – opactwo benedyktynów w Melk

Austria - opactwo w Melk

Austria – opactwo w Melk

Austria - opactwo benedyktynów  w Melk

Austria – opactwo benedyktynów w Melk

Byłam na pierwszej w życiu wyprawie rowerowej!

Marzyłam o tym po cichu, ale sama umieściłam to marzenie na liście „raczej nierealne”. I nie robiłam nic, aby je spełnić. Aż do czasu, gdy coś poprzestawiało mi się w głowie.
Gdyby pół roku temu ktoś powiedział, że to zrobię, popatrzyłabym na niego z politowaniem. A jednak. Zadziwiające, jak człowiek może zaskoczyć samego siebie.

Początek trasy Donauradweg w Passau

Początek trasy Donauradweg w Passau

Wreszcie przekonałam się, jak to jest podróżować z sakwami.

Fantastycznie:-) Odkąd pamiętam, patrzyłam na sakwiarzy z zazdrością i z podziwem. Wreszcie odważyłam się sama spróbować, jak to jest. Przy okazji odkryłam, że urlop na dwóch kółkach to jest to! To był jeden z najlepszych wyjazdów w życiu.

Przejechałam rowerem wzdłuż Dunaju. Z Passau do Wiednia. 400 km w 5 dni.

Na jednych robi to duże wrażenie, na innych żadnego – jest mi to obojętne. Ważne, że na mnie samej robi to wrażenie. Bo to moje zrealizowane marzenie! Bo tylko ja wiem, co musiałam zrobić, by ten cel osiągnąć i z jakimi obawami jechałam do Passau. I tylko ja wiem, jak fantastycznie się czułam, gdy ostatniego dnia dotarłam pod katedrę św. Szczepana w Wiedniu i pomyślałam „Dałaś radę! Zrobiłaś to!”. I jestem z siebie cholernie dumna.

Donauradweg -  Passau w Niemczech

Donauradweg – Passau w Niemczech

Austria. Donauradweg - Schlögener Schlinge

Austria. Donauradweg – Schlögener Schlinge

Austria, Donauradweg - miasteczko Enns

Austria, Donauradweg – miasteczko Enns

Austria, Donauradweg - winnice w Wachau

Austria, Donauradweg – droga przez winnice w Wachau

Austria. Donauradweg - widok na Dunaj z miasteczka Dürnstein

Austria. Donauradweg – widok na Dunaj z miasteczka Dürnstein

Po powrocie najpierw musiał mi się obniżyć poziom endorfin we krwi, potem należało nadrobić zaległości w pracy, teraz mogę spokojnie zająć się pisaniem – wkrótce na blogu relacja z tego wyjazdu.
A tak na marginesie – wiem już, gdzie chciałabym pojechać następnym razem:-)

Wylogowałam się.

Wylogowałam się na 10 dni z wirtualnego świata. Spędziłam ten czas bez dostępu do Internetu, poczty elektronicznej, bloga (stąd taka przerwa w lipcowych wpisach), FB i tym podobnych pożeraczy czasu. Spodziewałam się jakiegoś syndromu odstawienia, ale nic takiego nie nastąpiło. Mało tego – nie brakowało mi jakoś specjalnie kontaktu z wirtualnym światem. Bo dzięki temu miałam więcej czasu na kontakt ze światem rzeczywistym. Odzyskałam spokój umysłu i czas dla siebie. Dużo czasu.
Spróbujcie sami. Urlop to świetny moment, by się na chwilę wylogować z wirtualnego świata i zalogować do tego prawdziwego. Zacząć uważniej żyć, rozmawiać z ludźmi, którzy są obok, kontemplować świat wszystkimi zmysłami, odpocząć. Przyklejeni do laptopów i smartfonów tracimy to, co najcenniejsze – prawdziwe życie. Zróbcie sobie urlop od Internetu.

Testuję nowego „towarzysza życia”.

Szczupły, z bardzo dobrą prezencją i zaskakująco dużymi umiejętnościami. Co prawda dopiero się poznajemy, ale myślę, że to będzie związek na dłużej. A dzięki internetowemu detoksowi, wiem, że nie będzie rządził moim życiem. To będzie zdrowy układ.

Huawei Ascend P7

Zjadłam śniadanie na trawie w parku.

Nie było dokładnie tak, jak sobie wymarzyłam, ale i tak bardzo sympatycznie i przede wszystkim bardzo pysznie. Chętnie to powtórzę.

Śniadanie na trawie_Targ Śniadaniowy_Kraków

Kraków, śniadanie na trawie w Parku Krakowskim

Śniadanie na trawie_Targ Śniadaniowy_Kraków

Kraków, Targ Śniadaniowy w Parku Krakowskim

Najlepsze rzeczy, jakie przytrafiły mi się w lipcu, wydarzyły się dlatego, że odważyłam się zrobić to, o czym od dawna marzyłam i co nosiłam w sercu. Podążać swoją drogą i robić to, co czułam, że jest dla mnie dobre. I to jest chyba przepis na bycie szczęśliwym człowiekiem.

Pamiętaj, wszystko jest możliwe! – Wczorajsze marzenia to dzisiejsza rzeczywistość.
/Stanisław Jerzy Lec/

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *