Listopad FOTOkronika. Zakochałam się?

Fakty są bezlitosne: listopad, najbardziej ponury z miesięcy, odebrał mi trochę energii i chęci do działania. Zamknęłam się w domu i nigdzie nie chciało mi się wychodzić. Ale jeżeli myślicie, że spędziłam ten czas siedząc bezczynnie przed telewizorem to baaaardzo się mylicie. Bezczynność i bezsensowne gapienie się w szklany ekran to zupełnie nie moja bajka 😉

Staram się mieć pozytywne nastawienie do rzeczywistości, ale niestety nie potrafię zwalczyć w sobie ogromnej niechęci do tej pory roku, kiedy dzień jest tak krótki a wczesnym popołudniem zapadają ciemności. Nic nie poradzę na to, że do normalnego funkcjonowania potrzebuję dużej ilości słońca i długiego dnia. Dlatego od lat marzę o tym, by mieszkać gdzieś na słonecznym południu… Ale zanim się tam przeprowadzę muszę sobie jakoś radzić z tym ponurym polskim listopadem. Tęsknię za wiosną, wy też?

Długie wieczory z przyjemnością wykorzystałam na nadrabianie czytelniczych zaległości. Wreszcie miałam czas na przeczytanie stosów książek, które w ostatnich tygodniach wyrosły przy łóżku w sypialni i na biurku w moim pokoju do pracy.

listopadowe lektury

Wygodny fotel, koc, kubek gorącej herbaty z cytryną i dobra książka to mój zestaw obowiązkowy na listopad. Nie przeszkadza mi wtedy ciemność, deszcz, śnieg czy inny kataklizm za oknem.

W listopadowym „zestawie obowiązkowym” czasem pojawiało się również coś słodkiego do herbaty, bo pomiędzy jedną a drugą książką wpadałam do kuchni, by wypróbować nowy przepis lub odświeżyć stary.

Ciasteczka kukurydziane

Ciasteczka kukurydziane z czekoladą

Vanillekipferl

Vanillekipferl – kruche rogaliki waniliowo-migdałowe

Kilka wieczorów (i nocy) poświęciłam również na dopracowywanie wyglądu tego bloga. Coraz bardziej mi się tu podoba, jest przejrzysty, elegancki i pozbawiony niepotrzebnych „fajerwerków”. Pisanie sprawia mi coraz większą przyjemność i dobrze się przy tym bawię. Mam też satysfakcję z tego, że z ogromną większością rzeczy związanych z zakładaniem i stworzeniem tego bloga poradziłam sobie sama. To dowód na to, że jak człowiekowi na czymś zależy, to sobie z tym poradzi. Pod warunkiem, że się w to stuprocentowo zaangażuje :-) Słowem sielanka, więc dlatego tak narzekam na ten listopad?

Najprzyjemniejszymi dniami w listopadzie były te, które spędziłam w Toruniu. Trzy fantastyczne dni, których wspomnieniami żyłam potem jeszcze przez długi czas.  Zwiedziłam Muzeum Podróżników, byłam w Żywym Muzeum Piernika, w Domu Kopernika i w planetarium, podziwiałam Toruń nocą i panoramę Torunia z Wieży Ratuszowej, objadałam się toruńskimi piernikami, skosztowałam piernikowych lodów i piernikowego piwa, spacerowałam, odpoczywałam… I tam się zakochałam. Jestem stała w uczuciach i przez wiele, wiele lat moim ukochanym, najpiękniejszym miastem był Kraków. Tak było do momentu, w którym zobaczyłam Toruń. Toruń – moja nowa miłość. Myślę, że mogłabym tam mieszkać.

Toruńskie anioły

Toruńskie anioły

 Toruń

Toruń

Toruń, widok z Wieży Ratuszowej

Toruń, widok z Wieży Ratuszowej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *