Opera jest głupia? Miłość i honor w operze „Madama Butterfly”.

Opera jest głupia. Opera jest okropna! Jak można słuchać takiego zawodzenia? Słyszałeś takie opinie? Z pewnością tak. Sprawdziłeś, czy są słuszne? Prawdopodobnie nie. No właśnie…

A może warto mieć własne zdanie na ten temat?
Wiele razy słyszałam tego typu opinie i przyznaję, że przez długi czas skutecznie powstrzymywały mnie od wysłuchania i obejrzenia jakiejkolwiek opery. Aż kiedyś coś mnie podkusiło i zapytałam autora jednej z takich opinii skąd to jego negatywne nastawienie, która opera tak bardzo go rozczarowała. Okazało się, że tak naprawdę to nie wie, o czym mówi, bo nigdy w operze nie był (!). Ale oczywiście „wie”, że jest okropna i już.
Niesamowicie mnie to zirytowało. Nie lubię takich domorosłych mędrków. Chyba właśnie wtedy postanowiłam sama sprawdzić, jak to jest z tą operą. Wybrałam się do niej po raz pierwszy, a potem po raz drugi i po raz trzeci…

No cóż…miłośnikiem opery nie zostałam. Zdecydowanie bliższe są mi teatr i kino. Ale teraz wiem o niej więcej i szanuję ją jako formę sztuki. Myślę, że zanim zacznie się rzucać wyświechtanymi frazesami w stylu „opera jest okropna”, dobrze byłoby wysłuchać jakiejś i dopiero potem zabrać głos. Bo gdy wypowiadamy się na temat, o którym nie mamy bladego pojęcia, jesteśmy po prostu śmieszni.

Niestety nie potrafię zachwycić się warstwą wokalną, dlatego oczekuję po operze również poruszającej muzyki i teatru. Takich jak w operze „Madama Butterfly” Giacomo Pucciniego, którą nie tak dawno miałam okazję wysłuchać i obejrzeć w Operze Krakowskiej.  W rolę Butterfly wcieliła się wspaniała muzycznie i aktorsko Ewa Biegas, która pokazała na scenie cały wachlarz kobiecych emocji: od naiwnego miłosnego zauroczenia nastolatki poprzez dojrzałą miłość i nadzieję aż po popychającą w ramiona śmierci rozpacz. Niezwykłych barw nadały widowisku kostiumy autorstwa Marii Balcerek.

„Madama Butterfly” to pełen emocji dramat, piękna i wzruszająca opowieść o zawiedzionej miłości. Dla Butterfly miłość jest najważniejsza i w imię tej miłości wyrzeka się wszystkiego – wiary i tradycji ojców, rodzinnych więzi, miłości ofiarowywanej jej przez księcia Yamadori, wreszcie własnego dziecka i samej siebie. A wszystko to w imię miłości do mężczyzny, który nie był tego wart…

Madama Butterfly w Operze Krakowskiej

Madama Butterfly w Operze Krakowskiej

Jeszcze kilka zdań o treści libretta, bo tytuł opery wielu z nas kojarzy z lekcji muzyki w szkole, ale mało kto wie, o czym jest ta opera (sama niedawno zaliczałam się do takich osób).

Akcja rozgrywa się na przełomie XIX i XX w Nagasaki, gdzie cumuje okręt marynarki Stanów Zjednoczonych. Młody oficer Pinkerton, znudzony długim pobytem w porcie, szuka rozrywki i przygody. Wdaje się w romans z młodziutką 15-letnią gejszą Cio-cio-san (zwaną również Butterfly), rozkochuje ją w sobie i bierze z nią pozorny ślub. Cały czas przyświeca mu myśl, że po powrocie do ojczyzny poszuka sobie prawdziwej, amerykańskiej narzeczonej.

Tymczasem Butterfly jest naprawdę zakochana i traktuje ich związek poważnie. Z miłości do Pinkertona przyjmuje chrześcijaństwo i gotowa jest zerwać ze swoją rodziną. Młodzi biorą ślub, ale atmosferę wesela zakłóca pojawienie się wuja panny młodej, który rzuca na nią przekleństwo za to, że wyrzekła się wiary ojców, japońskiej tradycji i poślubiła cudzoziemca rzuca. Butterfly jest przestraszona klątwą wuja, ale równocześnie szczęśliwa, że została żoną Pinkertona. Młodzi spędzają upojną noc.

Wkrótce po ślubie Pinkerton odjeżdża. Na świat przychodzi jego syn. Przez 3 lata Butterfly wraz z małym synkiem czeka na męża i cierpi coraz większy niedostatek.  Służąca Suzuki i  konsul Sharpless próbują dać  jej do zrozumienia, że Pinkerton już nie wróci. Butterfly nie wierzy ich słowom i odrzuca zaloty bogatego księcia Yamadori.

Wreszcie któregoś dnia wystrzał armatni zapowiada, że okręt  Pinkertona znowu zawija do portu. Szczęśliwa Butterfly przystraja dom kwiatami, zakłada suknię ślubną i czeka na ukochanego męża. Ten pojawia się, ale nie jest sam. Przybywa w towarzystwie swojej prawdziwej, amerykańskiej żony aby odebrać Butterfly swojego syna.
Butterfly uświadamia sobie prawdę. Żegna się z maleńkim synkiem i przykłada sobie do piersi ojcowski sztylet, na którym widnieje inskrypcja „niech z honorem umiera ten, komu los nie pozwolił żyć z honorem”…

Czy nadal twierdzisz, że opera jest głupia?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *