Rowerem z Passau do Wiednia. Dzień czwarty: Krummnussbaum – Mautern, 54 km.

Gorzej być nie może. Zachwycające opactwo w Melk. Cudowne sady morelowe i winnice w Wachau.

Śniadanie jemy w towarzystwie uroczego wiedeńczyka, który pomiędzy kolejnymi łykami porannej kawy opowiada nam o swoich rowerowych podróżach po Europie. Jego opowieści o trasie wokół Jeziora Garda, przeprawie przez przełęcz Hochtor i zwiedzaniu na dwóch kółkach chorwackich wysepek rozbudzają mój apetyt na przygodę.

Po śniadaniu ruszamy do Melku. Nareszcie!

Donauradweg - ścieżka rowerowa przed Melkiem

Ścieżka rowerowa z Krummnussbaum do Melku prowadzi bezpośrednio nad Dunajem

Gdy staję u stóp wznoszącego się na wzgórzu opactwa Benedyktynów w Melk nie mogę uwierzyć, że wreszcie tu jestem. To było jedno z moich marzeń, długo czekałam na tę chwilę.

widok na opactwo Benedyktynów w Melk

Opactwo Benedyktynów w Melk

Przejeżdżamy przez Melk (śliczne miasteczko), pokonujemy stromy podjazd do klasztoru i jesteśmy na miejscu.

Miasteczko Melk położone przy trasie rowerowej Donauradweg

Melk

centrum miasteczka Melk w Austrii

centrum miasteczka Melk

Na teren opactwa w Melk nie można wjechać rowerem, ale tuż za bramą wjazdową znajdują się zadaszone stojaki na rowery. Są tu również zamykane skrytki na bagaż, ale tak małe, że podróżujący z sakwami rowerzysta potrzebuje ich kilka, by zmieścić w nich cały swój bagaż. W jednej szafce (opłata 1 EUR) mieści się co najwyżej jedna sakwa.

zadaszone miejsca na rowery w opactwie Melk w Austrii

Ogrom zespołu klasztornego robi niesamowite wrażenie.

Opactwo Benedyktynów w Melk

Opactwo Benedyktynów w Melk

wewnętrzny dziedziniec w opactwie Benedyktynów w Melk

Dziedziniec opactwa Benedyktynów w Melk

Cena biletu wstępu (10 EUR) nie jest zbyt wygórowana, zwłaszcza, że zwiedzamy za nią mieszczące się w dawnych pokojach cesarskich muzeum, Salę Marmurową, piękną bibliotekę, barokowy kościół, basztę i park klasztorny z pawilonem ogrodowym.

Sala Marmurowa w opactwie Benedyktynów w Melk

Sala Marmurowa w Stift Melk

wnętrze kościoła w Stift Melk

Stift Melk – wnętrze kościoła

Stift Melk - pawilon w parku

Pawilon w parku na terenie opactwa w Melk

Największe wrażenie robi na mnie przepiękna klasztorna biblioteka. Uwielbiam takie miejsca. Znajduje się w niej z największych księgozbiorów na świecie. Na przestrzeni wieków w klasztorze zgromadzono blisko 100 000 tomów, wśród nich 1.888 rękopisów oraz 750 inkunabułów. Biblioteczne zbiory zajmują dzisiaj 12 pomieszczeń, a w sali udostępnionej zwiedzającym eksponowane jest 16 000 książek. Większość z nich oprawiona jest w skórę i kunsztownie zdobiona.

W bibliotece nie wolno niestety robić zdjęć. Z żalem stosuję się do tego zakazu, chociaż grupa turystów z Japonii w ogóle się nim nie przejmuje i pstryka zdjęcia jak szalona. Na pocieszenie w klasztornym sklepiku kupuję kilka pocztówek ze zdjęciem biblioteki.

Można tu kupić również dżemy morelowe, sok morelowy, likier morelowy, czekoladki z nadzieniem morelowym…  Nic dziwnego, jesteśmy przecież w Wachau. Tutaj wszystko ma morelowy smak.

Morele z Wachau - przetwory morelowe w klasztornym kiosku w Stift Melk

w klasztornym sklepiku w Stift Melk można kupić nie tylko pamiątki i pocztówki, ale również różnego rodzaju przetwory ze słynnych moreli z Wachau – dżemy, soki, nalewki, czekoladki z nadzieniem morelowym … same pyszności.

Kilka kilometrów za Melkiem na horyzoncie pojawia się chmura tak granatowa, że aż czarna. Nie wygląda to dobrze, tym bardziej, że jedziemy w jej kierunku. 9 kilometrów, dzielące nas od gospodarstwa agroturystycznego w Aggstein, w którym chcemy zatrzymać się na noc, pokonujemy w rekordowym tempie.  W chwili, gdy dojeżdżamy na miejsce, z nieba spadają strumienie wody.

Jednak to nie koniec podróży na dzisiaj – wszystkie pokoje zajęte. Dwie godziny później jedziemy dalej przez malowniczą dolinę Wachau, pośród sadów morelowych i winnic. Zamiast podziwiać krajobraz gorączkowo szukamy noclegu. Pytamy o pokój w każdym mijanym pensjonacie, hotelu, bauernhofie, gospodarstwie ukrytym pośród winnic. Zjeżdżamy z głównej trasy do sąsiednich miejscowości, w nadziei, że tam uda nam się coś znaleźć. Wszędzie słyszymy tę samą odpowiedź – ausgebucht, brak wolnych miejsc. Chyba zaczynam trochę panikować.

Wreszcie ktoś nam wyjaśnia, że tak wygląda letni weekend w Wachau. Mamy pecha, że przyjechaliśmy tu w piątkowy wieczór. W tygodniu moglibyśmy przebierać w wolnych miejscach.

Godzinę i kilkanaście telefonów później znajduję wreszcie pokój w odległym o 6 km Mautern. Pokój będzie czekał na Państwa tylko przez pół godziny, do 20.00. Co chwilę odbieram telefon z pytaniem o wolne miejscainformuje właściciel. 6 kilometrów w pół godziny – damy radę, myślimy.

I dalibyśmy radę, gdyby nie to, że za chwilę łapię gumę. Co jeszcze nam się dzisiaj przydarzy?! Puszczają nerwy, padają niecenzuralne słowa, leją się łzy.

Dzwonię do hotelu, ale pana nie wzrusza moja historia, nie przetrzyma pokoju ani minuty dłużej. Nie możemy tracić czasu na rozpakowywanie sakw, zdejmowanie koła i wymianę dętki. Jedziemy dalej, zatrzymując się co chwilę, żeby dopompować powietrze.

Minutę przed upływem czasu jesteśmy na miejscu. Hotel jest stary, zniszczony, standard pokoju pozostawia wiele do życzenia. I na pewno nie jest wart swojej ceny.
Chcemy coś zjeść w hotelowej restauracji, bo umieramy z głodu. Nie możemy, właśnie zamykają kuchnię. Chcemy znaleźć nocleg na jutro. Nie możemy, Internet nie działa.

Mamy dość tego wyjazdu.
W złości pada pomysł, żeby skrócić go o jeden dzień i jechać jutro prosto do Wiednia.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *