Rowerem z Passau do Wiednia. Dzień pierwszy: Passau – Inzell, 48 km.

Emocje. Porażka na starcie, opóźniony pociąg i pogoń za promem. Jest pięknie!

Ekscytacja, zaciekawienie i obawa – takie emocje towarzyszą mi w lipcowy poranek, gdy jedziemy na Franz-Josefs Bahnhof w Wiedniu. Ekscytacja, bo oto podejmuję nowe wyzwanie i spełniam swoje marzenie. Zaciekawienie, jak to będzie przemierzać ponad 300 km na rowerze wioząc cały bagaż ze sobą. I obawa, czy dam sobie radę.

rowery z sakwami

Najpierw jednak była krótka noc, wczesna pobudka, połknięte niemal w biegu śniadanie i mocowanie wszystkich sakw i toreb na rowerach. Młoda dziewczyna z recepcji przyglądała się nam z zaciekawieniem i chyba mi współczuła. W każdym razie ja sobie – bardzo. Ale nie ma co się nad sobą rozczulać, w drogę! Musimy zdążyć na pociąg.

Mało brakowało, a moja podróż skończyłaby się, zanim się zaczęła. Wyprowadziliśmy nasze objuczone pojazdy z hotelu i wtedy okazało się, że… nie potrafię wsiąść na rower. Totalna porażka. Jakkolwiek śmiesznie i niewiarygodnie to brzmi, tak właśnie było. Przy każdej próbie obciążony sakwami rower przechylał się to w jedną, to drugą stronę. Nie mogłam złapać równowagi i ruszyć z miejsca. Że też nie wpadłam na to, by jeszcze w Polsce spróbować, jak jeździ się z sakwami! No cóż, blondynki tak mają. Po kilku próbach sytuacja została na szczęście opanowana i ruszyliśmy w stronę dworca, ale przez całą drogę trzymałam kierownicę tak kurczowo, jakby ktoś miał mi ją wydrzeć.

ścieżka rowerowa w Wiedniu

Gdy pociąg rusza uświadamiam sobie, że właśnie klamka zapadła i odwrotu już nie ma. Za kilka godzin będę w Passau skąd, czy mi się to podoba czy nie, muszę wrócić rowerem do Wiednia. Przyglądam się zmieniającym się za oknem krajobrazom i myślę o tym, że dawno nie czułam tak wielu emocji równocześnie. Tak chyba smakuje przygoda :-)

Punktualna austriacka kolej dociera do Passau z 45-minutowym opóźnieniem. Z pociągu wysypuje się międzynarodowe towarzystwo, na peronie rośnie stos sakw, worków, toreb, koszyków i innych walizek, a potem każdy grzecznie czeka na swój rower.

dworzec kolejowy w Passau

dworzec kolejowy w Passau

Jeszcze tylko zamocujemy to wszystko na rowerach i możemy ruszać na Donauradweg.

spakowane sakwy rowerowe i torby na kierownicę

Gdy mocujemy sakwy, podchodzi do nas Niemka i wskazując na biało-czerwoną flagę, przypiętą do bagażnika roweru, pyta nas, skąd jesteśmy.
– Z Polski – odpowiadam – to polska flaga.
– To polska flaga jest biało-czerwona?? – dziwi się kobieta i odchodzi, mrucząc coś pod nosem.
Podróże kształcą. Nie tylko tych, którzy podróżują.

Wydostajemy się z dworca (nie bez przygód, bo obładowane bagażem rowery musimy sprowadzić schodami w dół, a potem wyciągnąć je do góry) i oto jesteśmy w Passau – w jednym z najładniejszych miast w Niemczech, w mieście trzech rzek, w bawarskiej Wenecji.

zamek Veste Oberhaus w Passau, Niemcy

zamek Veste Oberhaus w Passau

Passau - widok na Dunaj i zamek Veste Oberhaus na wzgórzu

Passau – widok na Dunaj i zamek Veste Oberhaus

Dunaj w Passau

Passau

malowidła na ścianie Starego Ratusza w Passau

Alte Rathaus w Passau

Miasto rzeczywiście jest bardzo urokliwe i ma niezwykłą atmosferę. Piękna starówka pełna jest wąskich uliczek, schodów i zaułków.

Rowerem wzdłuż Dunaju, z Passau do Wiednia.

Passau

Rowerem wzdłuż Dunaju, z Passau do Wiednia.

Passau

Niezwykłe jest również jego położenie. U stóp znajdującej się na wąskim cyplu starówki spotykają się trzy rzeki: Dunaj, Inn oraz Ilz. Woda każdej z tych rzek ma inny kolor: Dunaj jest niebieski, Inn zielony a Ilz czarny. Dlatego płynący dalej Dunaj ma na pewnym odcinku trzy kolory.

Passau - promenada nad rzeką Inn

promenada w Passau

statek wycieczkowy na rzece w Passau

Passau

Niestety, ceną za to malownicze położenie na styku trzech rzek są częste powodzie. Na ścianie ratusza zaznaczone są poziomy wody w czasie największych powodzi, które nawiedziły miasto. Największe miały miejsce w 1501 i 2013 roku.

ściana ratusza w Passau z zaznaczonymi poziomami, do których sięgała woda podczas najwiekszych powodzi

W pięknej barokowej katedrze znajdują się największe organy kościelne na świecie, mają 17.974 piszczałki i 233 rejestry.

Niemcy, Passau - budynek katedry św. Szczepana

Katedra w Passau

piękne barokowe wnętrze katedry w Passau

Wnętrze katedry w Passau

największe organy kościelne na świecie w katedrze w Passau

Organy w katedrze w Passau

Siedzimy na cyplu, podziwiamy miasto, przyglądamy się przepływającym statkom, kiedy nagle doznaję olśnienia – przecież jeszcze dzisiaj, żeby dostać się do Inzell, gdzie mamy zarezerwowany pierwszy nocleg, musimy przeprawić się małym promem na drugi brzeg Dunaju. Jeżeli nie zdążymy, to śpimy pod chmurką, bo ten odcinek trasy jest słabo zaludniony i niełatwo tu o nocleg.

Tknięta złym przeczuciem gorączkowo szukam w przewodniku informacji, do której godziny kursuje prom. Tylko do 18.00!!! Jest już po 15.00, a to oznacza, że moje pierwsze w życiu 50 km z sakwami muszę pokonać w jakieś 2,5 h… Nie wiem, czy dam radę, nie znam jeszcze swoich możliwości. Chyba jestem „trochę” przestraszona.

Wobec tego jeszcze tylko zdjęcie syrenki i ruszamy w pogoń za promem.

syrenka w Passau, przy trasie rowerowej Donauradweg

Zaczyna padać deszcz, ale nie zatrzymujemy się. Gdy liczy się każda minuta szkoda czasu na rozpakowywanie sakw i wyciąganie kurtek.

Niestety, kilka kilometrów dalej i tak musimy się zatrzymać, żeby ubrać kamizelki odblaskowe. Przed nami odcinek trasy prowadzący drogą o dużym natężeniu ruchu. Kamizelki są paskudne, ale w tej chwili nie jest ważne to, jak się wygląda, tylko to, żeby być bezpiecznym. Oczywiście jedziemy w kaskach. Bez kasków jeżdżą tylko głupcy.
Przy okazji przypomina mi się hasło z kampanii społecznej z udziałem Karla Lagerfelda, w której dyktator mody promował kamizelki odblaskowe dla kierowców: „Jest żółta, jest brzydka, do niczego nie pasuje, ale może uratować życie”.

Do Au, skąd odpływa prom do Inzell, dojeżdżamy dokładnie o 17.45. Ufff….Udało się.

przeprawa promem rowerowym z Au do Inzell, Austria

Prom z Au do Inzell

Przepływamy na południowy brzeg Dunaju, ostatnie 3 km i jesteśmy u celu.
Dałam radę, pierwsze 50 km za mną! Ależ jestem z siebie dumna:-)

Meldujemy się w uroczym pensjonacie położonym nad samym brzegiem Dunaju.

Gasthof Reisinger w Inzell nad brzegiem Dunaju, Austria

Wieczorem siadamy na tarasie, jemy kolację i podziwiamy przepływające co chwilę statki. Mamy je niemal na wyciągnięcie ręki, od Dunaju dzieli nas tylko ścieżka rowerowa.

widok na Dunaj z pokoju w gasthofie Reisinger w Inzell

widok na Dunaj, przepływający kilkanaście metrów od gasthofu

statek wycieczkowy na Dunaju w Inzell, Austria

statek wycieczkowy na Dunaju w Inzell

Przejechałam dzisiaj prawie 50 km, w ekspresowym jak dla mnie tempie. Już wiem, że sobie poradzę. Zaczyna mi się podobać taka forma urlopu. Jest pięknie!

taras z widokiem na Dunaj, gasthof Reisinger w Inzell

na koniec dnia kolacja na tarasie z widokiem na Dunaj…

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *