Rowerem z Passau do Wiednia. Dzień trzeci: Enns – Krummnussbaum, 80 km.

Prawo serii. Miły poranek, zmarnowane popołudnie i nieprzyjemny wieczór. A wszystko przez burzę. I ludzi oczywiście.

Dzień trzeci naszej rowerowej podróży wzdłuż Dunaju. Najwidoczniej cieszymy się jakimiś względami na górze, bo odkąd jesteśmy w Austrii pogoda jest po prostu fantastyczna. Kolejny poranek wita nas słońcem i bezchmurnym niebem.

Wczoraj nie miałam już siły na podziwianie Enns. Po pokonaniu 90 km i kolacji, która przeciągnęła się do późnych godzin nocnych, marzyłam tylko o łóżku. Dlatego dzisiaj, zanim pojedziemy dalej, wybieramy się jeszcze na krótki spacer po miasteczku. W porannym słońcu prezentuje się wyjątkowo ładnie.

Enns - nastarszej miasto w Austrii - w świetle poranka

Enns, najstarsze miasto w Austrii

kolorowe kamienice w centrum Enns w Austrii

Na trasie Donauradweg warto zwiedzić Enns, pierwsze slow city w Austrii

dziedziniec zamku w Enns

zamek w Enns

Ruszamy dalej. Chcemy dotrzeć dzisiaj do Melk, wstępując po drodze do wioski celtyckiej w Mitterkirchen i muzeum rowerów w Ybbs.

Ale najpierw jedziemy w stronę Pyburga, żeby zobaczyć drewniany most St. Pantaleon-Erla, jeden z najdłuższych w Europie mostów zbudowanych z okrągłych drewnianych belek. Jego długość wynosi coś pomiędzy 88 a 91 metrów, przewodniki nie są w tej kwestii jednomyślne :-)

drewniany most St. Pantaleon - Erla na trasie rowerowej Donauradweg

Most St. Pantaleon – Erla

rowerzyści przed tablicą informacyjną obok mostu St.Pantaleon-Erla w Austrii

Rundholzbrücke St. Pantaleon-Erla, czyli wspominany wcześniej drewniany most, to brama do sadu Austrii, regionu Mostviertel, z którego pochodzą najlepsze owoce. Brzmi to nieprawdopodobnie, ale w Mostviertel uprawia się aż 300 odmian gruszek! Cały region, rozciągający się pomiędzy Dunajem i Styrią oraz Laskiem Wiedeńskim i Górną Austrią, przecina gęsta sieć ścieżek rowerowych. Trzeba przyjechać tu kiedyś jesienią, gdy dojrzewają gruszki. Może być pysznie:-)

Nazwa rejonu pochodzi od słowa „most” (po polsku „moszcz”), czyli świeżo wyciśniętego soku owocowego, który wykorzystuje się m.in. do produkcji wina. W Mostviertel produkowany jest oczywiście przede wszystkim moszcz gruszkowy.

drewniana gruszka, symbol regionu mostviertel słynącego z sadów gruszkowych

Region Mostviertel słynie z sadów gruszkowych i moszczu gruszkowego

Wracamy nad Dunaj. Przejeżdżamy przez most, sprowadzamy rowery po schodach

most na trasie Donauradweg

i wreszcie możemy spokojnie jechać w kierunku zapory w Wallsee-Mitterkirchen. Kolejny punkt w dzisiejszym planie dnia: wioska celtycka w Mitterkirchen.

Donauradweg - trasa rowerowa wzdłuż Dunaju

A do Wiednia jeszcze 200 km:-)

tablica informacyjna na trasie rowerowej Donauradweg

przystań jachtowa przy trasie rowerowej Donauradweg

niewielka przystań, gdzieś na trasie pomiędzy Enns i Mitterkirchen

Plany mają to do siebie, że nie zawsze się spełniają.
Gdy docieramy do elektrowni w Mitterkirchen, nadciąga burza. Przeczekujemy ją w kiosku obok zapory, pocieszając się, że za chwilę przejdzie i pojedziemy dalej.  Jednak chwila zmienia się w godzinę, a potem w dwie. W kiosku robi się coraz ciaśniej, przybywa przemoczonych rowerzystów, ale przynajmniej jest nam wesoło w międzynarodowym towarzystwie.

Skreślamy wioskę Celtów z planu wycieczki, rezerwujemy telefonicznie nocleg w pensjonacie Schiffmeister w Krummnussbaum (można tam wieczorem zjeść coś ciepłego) i po 15.00 jedziemy dalej. Może zdążymy przynajmniej do muzeum rowerów w Ybbs?

zmoknięci rowerzyści obok punktu informacyjnego przy zaporze Wallsee-Mitterkirchen w Austrii

Kiosk-punkt informacji przy zaporze Wallsee-Mitterkirchen. Można w nim kupić słodycze, piwo i niedobrą kawę.

Kolejna niemiła niespodzianka dzisiejszego dnia to przejazd przez remontowany i fatalnie oznakowany most przed Grein. Nie wiadomo którędy mamy jechać, jest niebezpiecznie i niewiele brakuje, żeby doszło do wypadku. Na szczęście udaje nam się jakoś przejechać na drugą stronę Dunaju, a dalej jest już tylko lepiej. Z Grein do Ybbs jedziemy przyjemną, boczną droga, na której nie spotykamy żadnego samochodu.

Kilka minut po 17 docieramy do Ybbs i szukamy muzeum rowerów. Niestety, zastajemy zamknięte drzwi. Muzeum było czynne oczywiście do 17… No teraz to już jesteśmy trochę rozgoryczeni.

budynek muzeum rowerów w Ybbs w Austrii

W miejscowości Ybbs, leżącej przy trasie rowerowej Donauradweg, znajduje się muzeum rowerów. Niestety, nie udało nam się wejść do środka.

Ybbs sprawia wrażenie wymarłej miejscowości. Jest środek wakacji, piękne, słoneczne popołudnie, a na ulicach nie ma nikogo. W centrum jest tylko jedna restauracja i jeden punkt z kebabem – oba miejsca świecą pustkami, dlatego nie zaryzykujemy tu posiłku, mimo iż żołądek przykleił się nam już do kręgosłupa.

centrum miasteczka Ybbs w Austrii

sympatyczne, aczkolwiek sprawiające wrażenie wymarłego, miasteczko Ybbs położone przy trasie Donauradweg

kolorowe kamienice i wąskie uliczki w Ybbs

centrum Ybbs

Godzinę później jesteśmy w gasthofie Schiffmeister w Krummnussbaum, gdzie czeka na nas ładny, przytulny pokój. W pełnej gości, głównie rowerzystów, restauracji jemy dobrą kolację i idziemy jeszcze na spacer nad Dunaj. Całe szczęście, że po zmarnowanym popołudniu mamy przynajmniej taki miły wieczór.

Tak to sobie wymarzyłam. Ale było inaczej. Bardzo niemiła pani poinformowała mnie wyniośle, że nie ma dla nas pokoju, bo wynajęła go gościom, którzy przyjechali chwilę przed nami. Udała, że nie słyszy mojej argumentacji, że 3h i 45 km temu robiliśmy telefoniczną rezerwację i obiecała, że będzie trzymała dla nas pokój. Zignorowała mnie i poszła obsługiwać gości do restauracji, zostawiając mnie zdezorientowaną i wściekłą przy recepcji.

Cholera jasna, jest wieczór, jesteśmy w jakiejś zapadłej dziurze, nie mamy gdzie spać i od śniadania nic nie jedliśmy.

W wiosce jest jeszcze jeden gasthof, jedziemy tam, modląc się w duchu, żeby mieli wolny pokój. Ale prawo serii działa. Zamknięte. Przerwa urlopowa. W środku sezonu!!! Czy oni tu wszyscy powariowali?!

Wygląda na to, że musimy jechać dalej, aż do Melk. Nie bardzo mamy na to ochotę, bo przejechaliśmy już 80 km, ale chyba nie mamy innego wyjścia. Bez większej nadziei wstępujemy jeszcze do gospodarstwa agroturystycznego na końcu wioski i gdy miła starsza pani mówi, że ma wolny pokój, ze szczęścia mam ochotę ją uściskać.

Zjadamy „żelazną porcję” suchego prowiantu, który wieźliśmy w sakwach i trochę mniej głodni idziemy spać.

Cofam to, co napisałam na początku o posiadaniu jakichkolwiek względów na górze.

 

P.S. Jeśli zainteresowały Cię nasze przygody na trasie Donauradweg, zajrzyj również tutaj, żeby zobaczyć, co działo się w poprzednich dniach: Donauradweg dzień 1 oraz Donauradweg dzień 2.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *