Śniadanie dla duszy

Wczesny poranek, kilka minut po piątej. Do sypialni wpadają promienie wschodzącego słońca i łaskoczą mnie po twarzy. Budzi się nowy, dobry dzień. Pora wstać myślę i siadam na łóżku, przeciągając się leniwie. Nie mogę przecież zmarnować najlepszego momentu dnia.

O tej porze roku wstawanie wcześnie rano to sama przyjemność.
Otwieram szeroko okno, patrzę na ozłocony promieniami wschodzącego słońca ogród, słucham śpiewu ptaków i ciszy spowijającej świat. Nie dociera do mnie jeszcze żaden hałas samochodów ani gwar ludzkich rozmów. Świat o poranku jest wspaniały.

Robię espresso i z filiżanką aromatycznej kawy wychodzę na balkon. Piję ją przy akompaniamencie śpiewu ptaków i nastrajam się pozytywnie na cały dzień. Czasem siadam na balkonie z książką i cieszę się tym, że przez chwilę mogę w spokoju poczytać.

Śniadanie dla duszy

W zimie taka wczesna pobudka jest o wiele trudniejsza, przynajmniej dla mnie. Nie lubię wstawać, gdy jest ciemno za oknem. Mój mózg wynajduje wtedy dziesiątki powodów, dla których powinnam jeszcze zostać w łóżku. Mimo to zmuszam się to tego, żeby wstać, gdy zadzwoni budzik. Bo wiem, że jeśli tego nie zrobię, to będę potem zła na siebie, że sama pozbawiłam się tych najfajniejszych chwil dnia.

Poranek to moja ulubiona pora dnia. Wtedy przychodzą mi do głowy najlepsze pomysły, wtedy lubię czytać książki, pisać artykuły, uczyć się czegoś nowego.
Panujące wokół cisza i spokój sprzyjają koncentracji i efektywnej pracy lub nauce.

Jakiś czas temu wyrobiłam sobie nawyk uczenia się rano języka obcego. Początki były trudne, tym bardziej, że rodzina stukała się w czoło mówiąc „chyba zwariowałaś, kto normalny wstaje o 5.30 rano, żeby się uczyć?!”. Ale byłam nieugięta. Teraz, gdy weszło mi to już w nawyk, odczuwam nawet pewien psychiczny dyskomfort, gdy rano nie połamię sobie języka czytając obcojęzyczne teksty. Czegoś mi wtedy brakuje, jestem poirytowana, że porządek mojego dnia został zakłócony. Za to, gdy uda mi się zrealizować wszystko, co sobie zaplanowałam na te pierwsze godziny dnia, gdy o 8 rano mam już powtórzoną codzienną porcję słówek z hiszpańskiego, przeczytane kilka rozdziałów książki i napisany nowy artykuł odczuwam dużą satysfakcję. Dopiero 8 rano, a ja już tyle zrobiłam! Teraz będzie już z górki.

Poranek to czas dla mnie. Czas, który poświęcam na zrobienie tego, co jest dla mnie nie tylko ważne, ale i przyjemne. Poranek to nie jest czas na wykonywanie zaległych prac domowych, odpowiadanie na służbowe e-maile czy bezsensowne surfowanie w Internecie. To czas na zrobienie czegoś, co mnie interesuje, co przyczynia się do mojego rozwoju. Dobrze wykorzystany poranek daje mi ogromną energię do działania i sprawia, że po prostu jestem z siebie zadowolona. To niesamowicie fajne uczucie pomyśleć sobie, że jest tak wcześnie rano, a ja już zrobiłam coś dobrego i ważnego dla siebie.

Takie chwile są jak śniadanie dla duszy. Spróbujcie, a dowiecie się, o czym mówię :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *