Szczęśliwa Trzynastka (10). Trudna, ale ważna lekcja.

To był trudny miesiąc. Więcej w nim było smutku, niż radości, więcej chwil przykrych niż powodów do uśmiechu. Ale to właśnie w tych ostatnich dniach jeszcze bardziej doceniłam życie, jeszcze mocniej zapragnęłam cieszyć się każdym dniem i świadomie go przeżywać, gromadzić dobre wspomnienia, działać i spełniać swoje marzenia, zamiast tracić czas na narzekanie.

W trudnych chwilach życie udziela cennych lekcji.
Nie warto odkładać swoich marzeń na później. Bo można nie zdążyć ich zrealizować.
Nie warto odkładać życia na później. Bo można nie zdążyć przeżyć własnego życia.
Najlepszy czas na działanie jest DZISIAJ.

 

13 dobrych rzeczy, które mimo wszystko dostrzegłam w lipcu

1. ŻYCIE

Uzmysłowiłam sobie, jak wielkim darem jest życie. Jak ważne jest to, czego na co dzień nie doceniamy – dobre zdrowie i obecność drugiego człowieka. I że w ostatecznym rozrachunku liczy się nie to, co posiadałeś, ale jakim byłeś człowiekiem. To bardzo cenna lekcja.

Po raz kolejny, ale tym razem szczególnie mocno, dotarło do mnie, że nie warto odkładać życia i marzeń na „kiedyś” – kiedyś znajdę czas dla żony/męża, kiedyś zadbam o swoje zdrowie, kiedyś spotkam się z przyjaciółmi, kiedyś wreszcie zrobię to, o czym marzę od dzieciństwa, kiedyś zacznę żyć uważniej.
Nie warto żyć według scenariusza, jaki napisali dla nas inni, podążać wyznaczonym przez nich kursem i być ciągle w głębi duszy nieszczęśliwym. Warto wziąć ster w swoje ręce.

2. Lepiej poznałam ludzi, którzy są wokół mnie

Trudne sytuacje, z którymi konfrontuje nas życie, wydobywają na światło dzienne naszą hierarchię wartości. Wybory, których wtedy dokonujemy, pokazują, co tak naprawdę jest dla nas ważne w życiu. Dla jednych będzie np. rodzina, obecność przy człowieku, któremu jest bardzo ciężko i chęć niesienia mu pomocy, dla innych dbanie o własne interesy i wygodne życie.

3. 31 poranków, kiedy się obudziłam.

Trzydzieści jeden dni. Trzydzieści jeden poranków, kiedy się budziłam i mogłam pomyśleć, jak to wspaniale, że żyję, że oddycham, że nic mnie nie boli. Że przede mną kolejny dzień.

4. Wspinaczka w wąwozie Röbischlucht (Montafon, Austria)

Wspinaczka w wąwozie Röbischlucht i zjazd Direttissimą to jedne z moich największych wyzwań w ostatnich miesiącach. Bałam się w obu miejscach, ale w wąwozie chyba bardziej – nie wiem dlaczego, ale wszelkiego rodzaju łańcuchy, klamry i drabinki w górach napełniają mnie lękiem i działają na mnie paraliżująco.

Montafon, wspinaczka w wąwozie Roebischlucht

Tylko ja wiem, jak bardzo się bałam i ile kosztowało mnie wzięcie się w garść.  Ale w obu przypadkach – na Direttissimie i w wąwozie Röbi – pokonałam strach i zrobiłam to, co początkowo wydawało się mnie przerastać, być poza moim zasięgiem. Teraz z satysfakcją myślę „zrobiłam to!”.

5. Zamykanie lata do słoiczków

Z przyjemnością zajęłam się w lipcu robieniem przetworów. Wyobraziłam sobie, jak to będzie miło móc w zimie uwolnić ze słoika smak i zapach lata.

Dżem czereśniowy, pasta paprykowo-bakłażanowa, słodko-kwaśny sos z cukinii, papryki i ananasów, konfitura z czerwonej porzeczki, którą mam zamiar wykorzystać do mięs, ciast i serów … teraz wymaga to trochę pracy, ale z jaką przyjemnością sięgnie się po to zimą.

6. Wyjazd do Vorarlbergu

Spotkałam kiedyś człowieka, który zaraził mnie miłością do Austrii. Jestem mu za to bardzo wdzięczna. Uwielbiam ten kraj i wracam tam, kiedy tylko mogę. Krótki wypad do Vorarlbergu był dla mnie jak łyk świeżego powietrza. Jezioro Bodeńskie, Montafon, doliny Brandnertal i Kleinwalsertal – wszystkie te miejsca są tak piękne, że aż nie chce się wracać do domu.

Jezioro Bodeńskie w Austrii

Bregenz, Jezioro Bodeńskie

7. Śniadanie w górach.

Cóż może być przyjemniejszego w piękny letni poranek niż śniadanie na tarasie na wysokości 1680 m n.p.m. z takimi widokami?

Austria, Brandnertal - śniadanie w górach

Śniadanie z szampanem oczywiście:-) Życie jest piękne!

dolina Brand w Vorarblergu, śniadanie w górach

8. Muzeum archeologiczne w Krakowie.

Kolejne, po podziemiach Rynku, ciekawe muzeum w Krakowie, do którego warto zajrzeć. Choćby po to, by obejrzeć fantastyczną wystawę „Bogowie starożytnego Egiptu” (sarkofagi i mumie, figurki uszebti, naczynia, biżuteria, a nawet mumie zwierząt) i interesującą ekspozycję „Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski”.

mumie w muzeum archeologicznym w Krakowie

9. Kawa w Café Pianola w Krakowie.

Przytulne wnętrze, niewielki, ale ładny ogródek i całkiem niezła kawa. W sam raz na krótką przerw w upalny dzień. Kraków, róg Senackiej i Kanoniczej.

10. Jazda na rowerze

Życie zakpiło z moich planów wyjazdu do Niemiec i przejechania na rowerze pierwszego odcinka Donauradweg, od źródeł Dunaju do Passau, ale kilka razy w tygodniu udaje mi się znaleźć czas na krótką, 20-30 km przejażdżkę po okolicy. Świetnie robi na głowę!

11. Kolacja nad stawem rybnym w Lech-Zug (Vorarlberg, Austria)

Niedaleko wioski Lech am Arlberg w austriackim Vorarlbergu znajdują się stawy rybne, a przy nich restauracja, w której można zjeść ryby przyrządzane na przeróżne sposoby.
Ale nie tylko ryby, dostać tam można również chyba najbardziej znany austriacki deser, czyli Kaiserschmarrn.

Pstrąg z masłem migdałowym, którego tam jadłam, smakował wyśmienicie.

pstrąg z masłem migdałowym

12. Spacer po Lech am Arlberg

Wioska Lech am Arlberg, austriacki odpowiednik szwajcarskiego St. Moritz, to podobno jedna z najładniejszych wiosek w Europie. W każdym razie na taką informację natrafiłam kiedyś w sieci. Teraz, gdy byłam w Lech, jestem nawet skłonna w to uwierzyć.

wioska Lech am Arlberg w Vorarlbergu w Austri

To przepięknie położona pośród gór wioska, elegancka, ładna i zadbana. Nastawiona przede wszystkim na turystów (dodajmy – bogatych turystów), a jednocześnie wciąż zachowująca swój sielski charakter. Słynie z luksusowych hoteli, wspaniałej kuchni, świetnych tras narciarskich i wyszukanego aprés ski.

13. Kwitnące hortensje.

Zawsze podobały mi się hortensje. Zwłaszcza te niebieskie.
Tej wiosny postanowiłam coś z tym wreszcie zrobić – kupiłam najbardziej niebieską (podobno) odmianę hortensji i kilka innych, przygotowałam im odpowiednie miejsce w ogrodzie, posadziłam i niecierpliwe czekałam, aż zakwitną. Zakwitły przepięknie. Wszystkie. Z wyjątkiem niebieskiej. Ot, chichot losu :-)

różowa hortensja ogrodowa

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *