Szczęśliwa trzynastka (3). Nikt nie poda Ci szczęścia na tacy.

Przy okazji grudniowego „rachunku sumienia” uświadomiłam sobie, że żadne z ciekawych wydarzeń minionego miesiąca nie spotkało mnie przez przypadek, nie wydarzyło się ot tak, samo z siebie. Każde wymagało mojej inicjatywy, mojego działania, mojego „chcę to zrobić”.  A jakie jest twoje podejście do szczęścia? Czekasz, aż ktoś cię uszczęśliwi, czy sam dbasz o własne szczęście?

Jeżeli ciągle czekasz, aż uszczęśliwi cię ktoś inny, nigdy nie będziesz szczęśliwy.
Jeżeli uzależniasz swoje szczęście od zachowania innych osób, boleśnie się rozczarujesz.

Sama zrozumiałam to dopiero kilka lat temu.
Ale teraz już wiem – nikt prócz mnie nie odpowiada za moje szczęście.

Nikt prócz ciebie nie odpowiada za twoje szczęście.
Jeżeli chcesz być szczęśliwy, sam musisz o to zadbać.  Nikt nie zrobi tego za ciebie.
Nikt nie przyniesie Ci szczęścia na tacy. Pamiętaj o tym. 

Najlepsze rzeczy, które wydarzyły się w grudniu, wymagały ode określonego działania i odrobiny wysiłku. Musiałam po prostu pomóc im się wydarzyć :-)
Aby spotkać się z dawno niewidzianym przyjacielem musiałam pokonać ponad 200 km. Żeby zobaczyć w Wiedniu jarmarki bożonarodzeniowe i kilka innych ciekawych miejsc, musiałam wcześniej zaplanować wyjazd, zarezerwować hotel itd.. Aby móc obdarować najbliższych kulinarnymi prezentami podczas świąt, spędziłam najpierw wiele godzin w kuchni. Samo nic się nie zrobiło.

Samo nic się nie zrobi. Miej wpływ na swoje życie. Działaj!

Szczęśliwa trzynastka, czyli 13 powodów do uśmiechu w grudniu:

1. Weekend w Wiedniu i wiedeńskie jarmarki bożonarodzeniowe

Największy wiedeński jarmark świąteczny na Rathausplatz

Pojechać do Wiednia w okresie adwentu, spacerować godzinami po słynnych wiedeńskich jarmarkach adwentowych, poczuć tę niepowtarzalną atmosferę zbliżających się świąt i nigdzie się nie spieszyć – to było jedno z moich marzeń. Kolejne, które spełniło się w tym roku. Wróć, samo przecież się nie spełniło. Zatem – kolejne marzenie, które spełniłam w tym roku.

2. Wizyta na słynnym wiedeńskim targu Naschmarkt i wszystkie pyszności, których tam skosztowałam.

Tak, to również było jedno z moich marzeń, które spełniłam w tym roku:-). Lubię odwiedzać targi, na których można dostać owoce, warzywa i inne smakołyki z różnych zakątków świata. Gdybym mieszkała w Wiedniu, odwiedzałabym Naschmarkt chyba codziennie…

słynny wiedeński targ Naschmarkt

na słynnym wiedeńskim targu Naschmarkt można skosztować przysmaków niemal z całego świata

3. Wieczorny spacer po świątecznie oświetlonym Krakowie.

Świąteczny Kraków

4. Pieczenie świątecznych pierniczków.

Proste zajęcie, które co roku sprawia mi ogromną przyjemność.

5. Wizyta w Muzeum Figur Woskowych Madame Tussauds w Wiedniu.

W odróżnieniu od jarmarków świątecznych i targu Naschmarkt wiedeńskie Muzeum Figur Woskowych nie znajdowało się na mojej liście miejsc, o których marzę i które bardzo chcę zobaczyć. Wybrałam się tam z ciekawości. I świetnie się bawiłam.

Muzeum Figur Woskowych w Wiedniu

piękna Audrey Hepburn w Muzeum Figur Woskowych w Wiedniu

W muzeum Madame Tussauds przy Riesenradplatz na wiedeńskim Praterze można obejrzeć ponad 70 figur woskowych, przedstawiających znane postacie m.in. ze świata polityki, sportu, filmu czy muzyki. Koszt wykonania jednej figury to 800 godzin pracy i 200.000 EUR

6. Muzeum Techniki w Wiedniu – fantastyczne miejsce!

MuzeumTechniki w Wiedniu – fantastyczne miejsce! Ogromne muzeum o ponad stuletniej historii. Fantastyczne, niesamowite miejsce zasługujące na to, aby poświęcić mu oddzielny wpis. Już nad nim pracuję.
Dopóki go nie odwiedziłam, nie przypuszczałam nawet, że można spędzić cały dzień w jednym muzeum i nie nudzić się nawet przez moment. Niewiarygodne, prawda?

Muzeum Techniki w Wiedniu

wiedeńskie Muzeum Techniki

7. Dzień w mieście aniołów.

Dawno, dawno temu, gdy byłam jeszcze małą dziewczynką, bardzo chciałam zobaczyć Anioła. Tego, który się mną opiekuje. Dorośli, którym zawsze wydaje się, że wszystko wiedzą najlepiej, mówili, że to niemożliwe.

Nie tak dawno temu, gdy byłam już bardzo dorosłą dziewczynką, usłyszałam, że raz w roku można zobaczyć anioły. Czyli jednak jest to możliwe! Odtąd nie wierzę dorosłym, którzy mówią, że coś jest niemożliwe, że nie da się tego zrobić. Też im nie wierzcie.

Raz w roku, mniej więcej w połowie grudnia, anioły przylatują do Lanckorony. I wtedy można je zobaczyć. Wybrałam się tam w towarzystwie kogoś, kto również chciał odnaleźć swojego Anioła.
Zobaczyłam i uwierzyłam. Że anioły istnieją :-)

festiwal "Anioł w Miasteczku" w Lanckoronie, grudzień 2014

Festiwal „Anioł w Miasteczku” w Lanckoronie

8. Spotkanie z dawno niewidzianym przyjacielem.

Spotkanie z dawno niewidzianym przyjacielem„Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać” /Antoine de Saint-Exupéry/

I znowu anioły… Każdemu życzę przyjaciela, który jest jak cichy anioł.

9. Przygotowywanie kulinarnych prezentów dla bliskich mi osób

Od wielu lat w okolicach świąt Bożego Narodzenia piekę ogromne ilości ciasteczek, robię trufle z suszonych owoców, pakuję do ozdobnych torebek słoiki pełne pysznych, domowych konfitur. Uwielbiam przygotowywać domowe smakołyki z myślą o konkretnej osobie i wręczać jej w czasie świąt pięknie zapakowaną paczuszkę.

10. Wystawa szopek krakowskich.

Oglądanie wystawy szopek krakowskich to taki mój prywatny, świąteczny zwyczaj. Chyba nigdy mi się nie znudzi, bo szopki, nie dość, że są prześliczne, to co roku są inne.

wystawa szopek krakowskich 2014

11. Spacer po jarmarku bożonarodzeniowym w Krakowie i objadanie się kurtosz kołaczem.

12. Paddington

Wybrałam się z uroczą, młodą damą na film „Paddington”. I jakby wam to powiedzieć… bawiłam się na tym filmie równie dobrze jak ona i przez chwilę czułam się beztrosko jak dziecko. Bezcenne.

13. Myśl, że to był dobry rok, w którym spełniłam wiele swoich marzeń

Najpierw był zimowy urlop na lodowcu Stubai i emocjonujący zjazd najbardziej stromą czarną trasą na lodowcu. Potem pierwszy w życiu urlop na dwóch kółkach, podczas którego zmierzyłam się ze swoimi lękami i przejechałam rowerem z Passau do Wiednia. Przy okazji nareszcie zwiedziłam Stift Melk i przejechałam się wielkim kołem Riesenrad na Praterze.
Wreszcie wybrałam się do Poznania, żeby skosztować prawdziwego rogala świętomarcińskiego. Po rogalu świętomarcińskim przyszedł czas na Terra Madre Slow Food Festival i warsztaty kulinarne.
Rok zakończyłam spotkaniem z aniołami w Lanckoronie i spacerem po wiedeńskich jarmarkach.
Przez cały rok uczyłam się cieszyć drobnymi rzeczami i kolekcjonować dobre wspomnienia, w czym bardzo pomagały mi FOTOkronika i Szczęśliwa Trzynastka, skłaniając mnie do comiesięcznych rachunków sumienia.

To był dobry rok. A kolejny będzie jeszcze lepszy.
Skąd to wiem? Bo sama o to zadbam.
Przecież nikt prócz mnie nie odpowiada za moje szczęście.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *