Szczęśliwa Trzynastka (5). Nie muszę, ale chcę!

To nie sztuka cieszyć się z życia, gdy wszystko układa się po Twojej myśli, gdy spędzasz urlop w jakimś pięknym miejscu albo gdy masz tyle pieniędzy, że możesz kupić wszystko, o czym tylko zamarzysz. Ale taka radość trwa tylko przez chwilę. Sztuka to cieszyć się życiem, gdy daje Ci ono w kość. Gdy wszystko wymyka Ci się z rąk, gdy rzeczywistość wydaje się mieć tylko jeden kolor – szary. Odnaleźć inne barwy w szarości – to jest sztuka. Odnajdywać powody do radości w każdym, nawet najbardziej szarym i pełnym przeciwności losu dniu – to dopiero jest sztuka. Ciągle uczę się jej na nowo.

Szczęśliwa Trzynastka, czyli 13 powodów do radości w lutym:

1. Wytrwałe praktykowanie mojej „złotej godziny”.

O złotej godzinie wspominałam już w styczniowej szczęśliwej trzynastce. Jakiś czas temu przyszła mi do głowy myśl, żeby codziennie pierwszą godzinę dnia poświęcić sobie.
Ale nie na stanie przed szafą lub lustrem, nie na marudzenie „znowu nie mam co na siebie włożyć” lub robienie przez godzinę makijażu. Nie. Na coś dużo bardziej wartościowego, twórczego i sensownego – na czytanie dobrych książek, pogłębianie wiedzy, zdobywanie nowych umiejętności. A skoro już taka myśl przyszła mi do głowy, postanowiłam spróbować.

Spróbowałam. I dzisiaj jestem przekonana, że to był jeden z moich najlepszych pomysłów. Bo złota godzina ma moc. Złota godzina to jedna z najprzyjemniejszych godzin w moim planie dnia – w tym czasie nie tylko uczę się czegoś nowego, ale za każdym razem dostaję również ogromny zastrzyk energii do działania, impuls do sensownego wykorzystania całego dnia.

Od kilku dni czytam książkę „Siła kobiecości” Iwony Majewskiej – Opiełki, którą cenię jako psychologa i coacha, i właśnie odkryłam, że również ona czas, który w ciągu dnia poświęca na czytanie wartościowych książek, ładowanie akumulatorów i dbanie o swój rozwój nazywa złotą godziną. Od razu poczułam większe pokrewieństwo dusz:-) i z jeszcze większą przyjemnością czytam jej książkę.

2. Premiera filmu „Dzika droga

Chociaż przeczytana mniej więcej rok temu książka Cheryl Strayed trochę mnie zmęczyła, to film w reżyserii Jean-Marca Vallée’a obejrzałam z przyjemnością. Jeżeli lubicie kino drogi lub chcecie przez chwilę zastanowić się nad tym, czy odnaleźliście już własną drogę w głąb siebie – polecam.

3. Kilka dni spędzonych w rodzinnym domu i te wszystkie domowe smakołyki… Wiadomo, nie ma jak u Mamy:-)

4. Książka, którą dostałam w prezencie

Lubię niespodziewane prezenty. Zwłaszcza, jeżeli mają postać książki. Jeśli na dodatek jest to książka, o której kiedyś pomyślałam „fajnie byłoby ją przeczytać” to jestem w siódmym niebie. Jak widać łatwo mnie uszczęśliwić – wystarczy słuchać moich myśli.

Wczoraj nieoczekiwanie dostałam w prezencie „7 nawyków skutecznego działania” S. Covey’a. Słyszałam o tej książce już dawno, ale dotąd jakoś nie było okazji, by ją przeczytać. Kilka dni temu pomyślałam, że skoro codziennie rano poświęcam godzinę na czytanie książek m.in. o samorozwoju i doskonaleniu się, to w końcu kupię sobie książkę Covey’a i ją przeczytam. Kilka dni później otrzymałam ją w prezencie. Zadziwiające.

5. Uśmiech w oczach mojej wspaniałej Babci, który zawsze pojawia się w nich na mój widok. Bezcenne.

6. Słońce za oknem, sugerujące, że wkrótce nadejdzie moja ulubiona pora roku.

7. Poczucie wdzięczności za to, gdzie jestem i za to, co mam.

Po przeczytaniu opartej na faktach książki „Zawsze piękne. Życie, śmierć i nadzieja w slumsach Bombaju” Katherine Boo poczułam w sercu głęboką radość i wdzięczność za to, że urodziłam się i mieszkam w Europie.

Za to, że mam dach nad głową, dostęp do bieżącej wody i prąd w gniazdku. Za to, że mam co jeść i w co się ubrać. Za to, że mogłam chodzić do szkoły, skończyć studia i założyć własną firmę. Za to, że żyję w kraju, w którym nie toczy się żadna wojna. Wreszcie za to, że mam dostęp do Internetu, dzięki czemu mogę kontaktować się ze znajomymi, zamieścić wpis na blogu, pogłębiać swoją wiedzę w każdym temacie, który mnie interesuje.

Długo mogłabym jeszcze rozwijać tę listę. Bez problemu powstałaby z niej niejedna szczęśliwa trzynastka. W naszym życiu jest tyle rzeczy, za które możemy i powinniśmy być wdzięczni. Ale nie jesteśmy. Bo nam spowszedniały i ich nie dostrzegamy, bo wydają nam się czymś normalnym, bo sądzimy, że się nam po prostu należą.

Bzdura! Wcale nam się nie należą. Mamy ogromne szczęście, że żyjemy tu i teraz. Doceńmy to wreszcie, zamiast stale narzekać, że czegoś nie mamy, że czegoś nam brakuje.

Warto czasem sięgnąć po książkę, która w jakiś sposób nami wstrząśnie i sprawi, że inaczej spojrzymy na swoje życie. Ja po przeczytaniu książki Katherine Boo poczułam się jak bogacz. Na dodatek w czepku urodzony.

8. Spacer w słoneczny, zimowy dzień

spacer po lesie w słoneczny, zimowy dzień

9. Narty w Kluszkowcach

ośrodek narciarski w Kluszkowcach

10. Proste przyjemności, dzięki którym życie nabiera smaku

Wypita w spokoju filiżanka aromatycznej kawy, poranek bez pośpiechu, pyszne śniadanie podane do łóżka, płatki śniegu albo dla odmiany błękitne niebo za oknem, bukiet świeżych kwiatów… Małe przyjemności, dzięki którym dzień nabiera kolorów.

11. Owocne popołudnie w krakowskiej Botanice

Najlepsze pomysły przychodzą mi do głowy podczas spacerów lub w moich ulubionych kawiarniach. Tak już po prostu mam:-)
Spaceruję, a pomysły nagle same pojawiają się w mojej głowie albo siadam przy stoliku z filiżanką dobrej kawy, otwieram gruby notes i po chwili na kartce papieru chaotyczne myśli układają się w logiczną całość, w jakiś plan.
Ostatnio męczyłam się z pewnym projektem przez kilka dni, aż w końcu wybrałam się do Botaniki. W ciągu jednego popołudnia ułożyłam cały plan działania.

12. Planowanie wyjazdu na narty do Austrii

Myśl, że już wkrótce zamiast siedzieć za biurkiem będę szusować na nartach w Austrii pomogła mi przetrwać ostatnie tygodnie. Nie mogę się już doczekać tego wyjazdu: szerokich, świetnie przygotowanych stoków, pięknych górskich krajobrazów, dobrego jedzenia i przede wszystkim odpoczynku. Ekscytacja i zaciekawienie są jeszcze większe niż rok temu, gdy wybierałam się na lodowiec Stubai, bo tym razem mam w planach 4 tereny narciarskie.

13. Zamiana słowa muszę” na „mogę” lub „chcę”

Zadziwiające, jak zamiana jednego słowa w zdaniu zmienia podejście do wykonywanej czynności, sposób myślenia i postrzegania świata.

Nie lubię się do czegoś zmuszać, zresztą chyba nikt nie lubi. Gdy zmuszam się do czegoś, robię to niechętnie, odwlekam w czasie, zwykle włącza mi się też „mechanizm narzekania”, bo robię coś, na co nie mam najmniejszej ochoty.

Ale wystarczy, że zamiast „muszę” powiem sobie „mogę” i nagle wszystko nabiera nowego znaczenia. Pojawia się motywacja do działania, a czynności, o których przed chwilą myślałam z niechęcią, stają się bardzo atrakcyjne i towarzyszą im pozytywne emocje. Od jakiegoś czasu świadomie zamieniam „muszę” na „chcę” i obserwuję jak zmienia się moje podejście do wielu spraw.

Już nie muszę chodzić do pracy. MOGĘ chodzić do pracy – bo mam pracę, bo chcę pracować, bo to mój wybór. Bo dzięki pracy zarabiam na swoje wydatki, bo dzięki niej uczę się nowych rzeczy i zdobywam doświadczenie, bo robię to, co lubię.

Nie muszę robić zakupów. Ale MOGĘ zrobić zakupy. Mogę, bo mam taką możliwość, bo mam pieniądze (które zarobiłam w pracy, do której mogę chodzić), bo w sklepach jest ogromny wybór produktów, bo mogę kupić wszystko, co jest mi potrzebne. Bo jestem zdrowa i mogę sama pójść do sklepu. CHCĘ zrobić zakupy – bo chcę kupić świeże produkty, z których chcę przygotować pyszną kolację.

Nie muszę robić porządku na biurku, ale CHCĘ zrobić porządek na biurku, bo lubię, gdy wokół mnie jest ładnie i czysto, bo lubię uporządkowaną przestrzeń wokół siebie, bo wtedy lepiej mi się pracuje.


Spróbujcie przez kilka dni zamieniać „muszę” na „mogę” i dajcie znać, czy dzięki temu zmieniło się wasze nastawienie do codziennych obowiązków.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *