Szczęśliwa Trzynastka (6). W górach jest wszystko, co kocham.

W górach, a konkretnie w austriackich Alpach, jest wszystko, co kocham – zachwycające krajobrazy, cisza, przestrzeń, czyste powietrze, świetne trasy narciarskie, uśmiechnięci ludzie i dobre jedzenie. Dzikie piękno gór, które zawsze mnie zachwyca i porusza, ale też budzi respekt wobec potęgi Natury.

Spontaniczny wyjazd na narty do Austrii dobrze mi zrobił, dlatego marcowa Szczęśliwa Trzynastka będzie się kręciła wokół nart, gór, aktywnego wypoczynku i przekraczania własnych granic.

Oderwanie się na tydzień od codzienności, kontakt z przyrodą i aktywny wypoczynek na stoku sprawiły, że nabrałam dystansu do wielu spraw, które ostatnio zaprzątały moje myśli. Niektórych problemów nie udało mi się jeszcze rozwiązać, ale nie czuję się już przez nie tak przytłoczona, jak jeszcze kilka tygodniu temu. Czasem trzeba stanąć 2000 m nad rzeczywistością, żeby spojrzeć na nią z odpowiedniej perspektywy.

Nie oznacza to, że nagle, za sprawą tygodniowego urlopu w górach, problemy te straciły na znaczeniu. Nie, nadal są dla mnie ważne, nadal szukam najlepszych rozwiązań, ale już mnie one tak nie przygniatają. Naostrzyłam swoją piłę, odzyskałam wewnętrzną równowagę i teraz wiem, że poradzę sobie z nimi. (Jeśli chcesz wiedzieć, na czym polega ostrzenie piły, zajrzyj tutaj: http://cupofhappiness.pl/laduje-akumulatory-ostrze-pile)

Paradoksalnie wysiłek fizyczny i zmęczenie – a jeździliśmy na nartach do upadłego, od otwarcia do zamknięcia wyciągów, czasem nawet bez przerwy na obiad – sprawiły, że poczułam przypływ sił i energii do działania, odzyskałam też jasność myśli. Ale nie zaskoczyło mnie to, już jakiś czas temu zauważyłam, że zmęczenie fizyczne pomaga uporządkować chaos w głowie.

A oto moja Szczęśliwa Trzynastka, czyli 13 powodów do radości w marcu:

1. To, co kocham, czyli narty, narty i jeszcze raz narty.

Tegoroczny wyjazd na narty był wyjątkowy z kilku powodów. Po pierwsze – zróżnicowane tereny narciarskie. Rok temu jeździliśmy tylko na lodowcu Stubai w Tyrolu (było super), w tym roku mieliśmy okazję jeździć w ośrodkach narciarskich: Grosseck-Speiereck, Fanningberg, Aineck-Katschberg i Obertauern (było fantastycznie, opcja z takim zróżnicowaniem tras i terenów narciarskich dużo bardziej mi odpowiada). Po drugie – różne warunki pogodowe. Podczas ubiegłorocznego wyjazdu na lodowiec Stubai przez cały tydzień towarzyszyło nam słońce i bezchmurne niebo, natomiast w tym roku mieliśmy pełne spektrum pogodowe: słońce i błękitne niebo, gęste chmury i mgłę mocno ograniczające widoczność na trasie, intensywne opady śniegu połączone z bardzo silnym wiatrem, przyjemne wiosenne temperatury i solidny mróz. Była więc zarówno jazda w słońcu po świetnie wyratrakowanych trasach, jak i podczas śnieżycy w głębokim śniegu. Ale dzięki temu mogłam sprawdzić swoje umiejętności w różnych warunkach.

2. Pokonałam siebie na Direttissimie

Direttissima to najbardziej stroma czarna trasa w ośrodku narciarskim Aineck-Katschberg. O tym wiedziałam, jadąc na górę wyciągiem. Ale nie miałam pojęcia o tym, co przeczytałam na tablicy informacyjnej – że jest to „podwójnie czarna” trasa, której nachylenie sięga miejscami 100%.

tablica informacyjna czarnej trasy Direttissima w ośrodku narciarskim Aineck-Katschberg w Austrii

Direttissima – najbardziej stroma czarna trasa w ośrodku narciarskim Aineck-Katschberg w Austrii

Muszę przyznać, że gdy to przeczytałam, zaczęły opuszczać mnie resztki odwagi. Niebo zakryło się chmurami i zaczął wiać silny wiatr, niosąc ze sobą kryształki śniegu boleśnie raniące twarz. Wszystko zdawało się mówić odpuść, nie zjeżdżaj tą cholerną Direttissimą, żeby nie stało się coś złego. Zaczęłam się już powoli wycofywać.

Ale nagle pomyślałam, że jeżeli teraz zrezygnuję, jeżeli teraz się wycofam, to prawdopodobnie nigdy już tą Direttissimą nie zjadę. A że się boję? To dobrze! Tylko głupiec się nie boi. Chwila skupienia i ruszyłam w dół. Gdy pokonałam najtrudniejszy odcinek wiatr się uspokoił, a zza chmur nagle wyjrzało słońce. Dalej jechałam już dużo spokojniej.

Dla mnie, osoby jeżdżącej na nartach dopiero od kilku sezonów, zjechanie Direttissimą to było naprawdę COŚ. Podobnie jak rok temu pokonanie trasy Daunhill na lodowcu Stubai. Satysfakcja ze sprostania wyzwaniu, pokonania własnego lęku i poznania swoich możliwości jest bezcenna.

3. Piękna, prawdziwa zima w Obertauern.

zima w Obertauern

4. Zaliczenie czerwonej Tauernrunde w Obertauern

Mimo wyjątkowo niesprzyjających warunków narciarskich udało nam się przejechać czerwoną Tauernrunde w Obertauern.

5. Poczucie, że się zresetowałam, odpoczęłam, naładowałam akumulatory.

Podczas urlopu odnalazłam w sobie nowe pokłady siły, zapału i energii do działania. Bardzo tego potrzebowałam.

6. Pierwsza wiosenna wycieczka na rowerze.

Wyprowadziłam mój wspaniały, turkusowy rower z garażu i wybrałam się na pierwszą rowerową wycieczkę tej wiosny. Znowu poczułam wiatr we włosach i wolność w sercu. Sezon rowerowy uważam za otwarty:-)

7. Pierwsze wiosenne kwiaty w ogrodzie.

Tak, na punkcie ogrodu i ogrodów w ogóle mam kompletnego bzika i z pewnością jeszcze nie raz się o tym przekonacie. Tej wiosny nie tylko podziwiam kwitnące w ogrodzie krokusy i hiacynty, ale zaprzyjaźniam się również z nową lokatorką.

jaszczurka w ogrodzie

8. Długi, dziewięciokilometrowy spacer po okolicy, podczas którego spotkałam kilka wiewiórek:-)

9. Cup of Happiness, czyli kawa w kawiarni Charlotte w Limanowej

W uroczej Café Charlotte w Limanowej, gdzie trafiłam nieco przypadkowo, podają wspaniałe cappuccino i wyśmienite serniki. Polecam zwłaszcza ten z masą kajmakową i słonymi (!) orzeszkami ziemnymi – intrygujące, ale bardzo fajne połączenie smaków. Kameralna, przytulna kawiarnia prowadzona z prawdziwą pasją.

kawa i sernik w kawiarni Charlotte w Limanowej

10. Słoneczne popołudnie spędzone na wiosennych porządkach w ogrodzie.

Takie chwile bardzo mnie relaksują, a proste czynności pozwalają uspokoić myśli. Praca w ogrodzie to dla mnie źródło przyjemności i miła odskocznia od siedzenia za biurkiem.

11. Pierwsza godzina dnia = poranne czytanie książek

Od początku roku staram się pierwszą godzinę dnia poświęcać na czytanie inspirujących mnie książek i myślenie o celach, które chce osiągnąć w najbliższym czasie. Działa to na mnie bardzo motywująco i daje energię na cały dzień.

12. Ptak, który śpiewał tylko dla mnie

Któregoś poranka, czytając książkę, usłyszałam ptasi śpiew dobiegający z balkonu. Otworzyłam szeroko okno i słuchałam go przez kilka minut. Śpiewał tylko dla mnie. Napełnił moje serce radością. Uśmiechnęłam się do niego i powiedziałam „dziękuję”… Następnego dnia znowu przyleciał.

13. Wszystkie nowe umiejętności, które opanowałam w tym miesiącu.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *