W życiu trzeba sobie stawiać wyzwania. Wyprawa rowerowa.

Mam taką dziwną naturę, że lubię wyznaczać sobie cele i stawiać wyzwania. Zamiast siedzieć wygodnie na kanapie, gapić się w telewizor i spędzać, wróć, tracić czas na nicnierobieniu wolę się zmęczyć i popracować, ale mieć poczucie, że się rozwijam, że nie utknęłam w miejscu. Na tej kanapie przed telewizorem. Ale tym razem przeholowałam. Zdecydowanie.

Zgodnie z zasadą, że wielkie cele motywują bardziej, wyznaczyłam sobie tym razem taki, który, szczerze mówiąc, wydaje mi się mało realny, raczej nieosiągalny i ponad moje siły. Obawiam się, że tym razem mogę ponieść spektakularną porażkę. Że po prostu nie dam rady i spasuję.

I bardzo dobrze!!! Dzięki temu powinnam być silniej niż zwykle zmotywowana do działania. Zresztą, co to za satysfakcja osiągnąć mały cel, co do którego mamy pewność, że leży on w zasięgu naszych możliwości? Sprostać wyzwaniu, które wydaje nam się być ponad nasze siły, które wykracza poza to, co w tej chwili potrafimy – to jest dopiero coś! To dopiero będzie satysfakcja:-) Jeżeli osiągnę cel.

Czy zazdrość może być dobra? zastanawiałam się w pewien majowy wieczór, kiedy to podjęłam jedno z moich najbardziej szalonych wyzwań. Powszechnie uważa się, że zazdrość jest zła. Chrześcijaństwo zalicza ją nawet do siedmiu grzechów głównych. Od dzieciństwa wbija się nam do głowy, że powinniśmy się wystrzegać zazdrości, że to takie brzydkie, niskie uczucie. Wiecie co? Nie zgadzam się z tym. Bo zazdrość, o ile dobrze i mądrze ją wykorzystamy, może przyczynić się do naszego rozwoju, zmotywować nas do wprowadzenia zmian w życiu, do poprawy jakości naszego życia. Ważne, aby odróżnić zazdrość od zawiści.

Sakwiarze. Zawsze patrzyłam na nich z podziwem. I z zazdrością.

Wyzwanie_rowerem z Passau do Wiednia

Podziwiałam tych zapaleńców zwiedzających świat na rowerach, ich kondycję, wytrzymałość, niezależność i ciekawość świata. Co tu kryć – niesamowicie mi imponowali. I bardzo im zazdrościłam. Myślałam „ci to mają dopiero ciekawe życie, fajnie im, też bym tak chciała”. Też bym tak chciała, ale… No właśnie, ale:
–  nie mam odpowiedniego roweru,
–  nie mam potrzebnego na taki wyjazd sprzętu,
–  nawet nie wiem, jaki sprzęt byłby mi potrzebny,
–  nie pamiętam, jak się jeździ na rowerze,
–  nie mam z kim jechać,
–  nie mam tyle urlopu,
–  nie mam pieniędzy,
–  nie mam takiej kondycji jak oni,
–  nie uprawiam na co dzień sportu,
–  moje mięśnie są w fazie zaniku,
–  znajomi mówią, że to zwariowany pomysł, bo po co męczyć się podczas urlopu?
–  nie dam sobie rady,
–  i w ogóle to przecież nie dla mnie!

Więc lepiej od razu przestać o tym myśleć.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Za każdym razem, gdy widziałam na drodze sakwiarza, kąsała mnie zazdrość.

Wyzwanie: rowerem wzdłuż Dunaju. Z Passau do Wiednia.
Aż niespodziewanie przyszedł taki dzień, w którym postanowiłam coś z tym zrobić: zamiast ciągle im zazdrościć – spróbować zrobić to samo, co oni, zamiast tylko przyglądać się im i wzdychać – wprowadzić zmiany w swoim życiu. I wymyśliłam sobie, że ja, osoba, która od ponad 10 lat nie widziała na oczy własnego roweru, jeszcze tego lata pokona trasę z Passau do Wiednia…

Przewodnik i mapy już mam. Potrzebuję jeszcze tylko kondycji i odwagi.

Przewodnik i mapy już mam. Potrzebuję jeszcze tylko kondycji i odwagi…

Nie, nie byłam wtedy pod wpływem żadnych środków odurzających. Chociaż … gdy myślę teraz o tym szalonym pomyśle, nie jestem tego taka pewna.

Życzcie mi powodzenia.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *